Pamiętam jak jakieś 10-15 lat temu pracowałem w naszych rodzimych zakładach produkcyjnych. Praca tam była fajna, sielankowa, z chłopakami często robiliśmy sobie różne żarty. Wiecie, grupa samców która dla rozładowania stresu sobie nieszkodliwie dokuczała.
No i pewnego dnia trafiło na mnie, te łotry upaćkały moje ciuchy oleju! Upał był nie mogłem iść do domu i smażyć się jak frytka więc przeszedłem przez pola obok zakładów, to takie odludne miejsce było i siup w by nad rzeczką przepłukać wszystkie rzeczy.
Odludnione to było miejsce, cisza, no to gdy pranie dosychało poszedłem w krzaki zrobić siku.
Pech chciał, że coś usłyszałem i myślałem, że to te moje łobuzy z zakładu chciały się ponabijać.
Wyjrzałem zza krzaków speszony zobaczyłem jakieś dziewczyny. Jedna na nieszczęście musiała mnie dojrzeć ale szybko ogarnęła że sytuacja co najmniej niefortunna i mówi swoim koleżankom by się nie oglądały.
A te zboczuchy musiały oczywiście wszystkie żurawia na mnie i patrzą na mnie wyzywająco. Zasłoniłem się na tyle ile mogłem, te dalej się gapiły W szoku i stresie pobiegłem w krzaki. Dobrze, że postanowiły dać mi spokój bo już się bałem.
Kurde nawet mi nie wpadło do głowy, żeby je gdzieś zgłosić/zadzwonić. Miałem komórkę. Nie uczono mnie tego, że to może być serio zagrożeniem.
#heheszki