Oglądanie House'a uświadomiło mnie, jak wiele chorób/zaburzeń istnieje i jakie nietypowe mogą być. Wątkiem, który pojawia się parę razy w serialu jest zbieractwo.


Przypadłość u niektórych osobników na tyle patologiczna, że faktycznie sklasyfikowano to jako zaburzenie o niewiadomym jeszcze podłożu. Spekuluje się, że wynika to z jakichś traum - nie wiem, jakich dokładnie. Szybki przegląd na wiki mówi o np. rozwodzie. Dla mnie to jest niemożliwe, żeby tak żyć (pic rel), a ci ludzie szczerze są przekonani, że nie mogą czegoś się pozbyć, bo zawsze mogą tego potrzebować. To nawet nie jest tak, że są syfiarzami, bo nie chce im się sprzątać. Wyrzucenie czegoś do śmieci powoduje u nich ogromny ból, bo ich mózgi są zaprogramowane, że wszystkiego potrzebują, będą potrzebować, albo ktoś inny może potrzebować.


Mieliście kiedyś do czynienia z osobą z taką przypadłością? Chyba pomijam dzieci, bo wydaje mi się, że one często nie chcą się pozbywać zabawek.


#pytanie #zdrowie

258e1abf-0c65-4e42-ae5f-344156787c80

Komentarze (3)

Moja matka. Od zawsze zbierała różne rzeczy, zwykłe bezużyteczne śmieci, ale nie ze śmietnika tylko po prostu zabierała od znajomych, rodziny albo po prostu kupowała i wrzucała w kąt. Każda przestrzeń którą mogła zapełnić była zawalona. Na szczęście teraz się to uspokoiło i już prawie nic nie zbiera. Problemem pozostało jedynie pozbycie się tych rzeczy. Matka podczas moich prób sprzątania udaje często różne choroby np. zawał, omdlenia, ale to zwykle jak ktoś jest w pobliżu bo wie że to na mnie nie działa, a na innych tak. Często też dzwoni ona po rodzinie i im się żali. Rodzina wtedy zawsze reaguje na mnie potem agresywnie i atakuje mnie słownie oraz broni matki mówiąc że wiedzą że to choroba, ale chcą żebym to wszystko zostawił. Ogólnie teraz staram się sprzątać podczas jej nieobecności jak mam czas. Teraz nadal jest syf, ale wygląda już o wiele lepiej niż kiedyś gdy było naprawdę źle. Na przykład jej kolekcja zużytych ubrań ważąca (zgaduję) kilkanaście ton znajdująca się na strychu spowodowała 15 lat temu że zawalił się sufit na pomieszczeniu poniżej i trzeba było robić remont.

Mam domek kupiony po zmarłym zbieraczu. Same "przydasie" w warsztacie, na parterze i na strychu. Parter już oczyszczony, zajęło to parę weekendów. (45 m², trochę roboty było a metraż mały). Parter nie był taki zły, bo dało się przejść, wejść do pokojów. Niestety strych i warsztat to góra gratów, przejść jest ciężko. Czego my tam nie znajdziemy! Stelaż ze składanego tapczanu? NA PEWNO się przyda. (Nam się przydał, wywieźliśmy na złom xD) Mnóstwo ciuchów, pordzewiałe gwoździe, pęknięte deski, sprzęty które się popsuły ale na pewno da się naprawić... Kosiarka spalinowa, elektryczna, to samo podkaszarki, a w razie gdyby nie było prądu i nie było paliwa to czeka sierp i kosa. Niestety najtańsze marketówki, jedynie kosiarka elektryczna sprawna, sierp i kosa pordzewiałe z połamanymi uchwytami. A działka zapuszczona od wielu lat :/ Wdowa, gdy sprzedawała nam dom namawiała nas żebyśmy przejrzeli ciuchy bo są jeszcze dobre i może sobie coś znajdziemy, żeby czasami nie wyrzucać nic bo jeszcze się przydadzą... Nie wiem czy się tak dobrali czy działa to jako współuzależnienie. Przykra przypadłość, pewnie ma to coś wspólnego z tym, że kiedyś ciężko było kupić niektóre rzeczy a teraz można to robić tanio i w dużych ilościach.

Zaloguj się aby komentować