No i dobra, parę dni temu ostatni harlejek został ogarnięty na tyle, że dostał przegląd i można nim na legalu jeździć. Roboty trochę jeszcze zostało, zarówno przy tym jak i przy pozostałych, ale Minimum Viable Product został osiągnięty w przypadku każdego z nich - teraz już tylko poprawianie, kosmetyka i jakieś niedociągnięcia czy kwestie wymagające serwisu, ale nie do końca pilne. Udało się też już wszystkie przerejestrować na standardowe tablice - koniec z ganianiem na tymczasówkach.
Road King, którego poskładałem na końcu należy do rodziny Touring, czyli największych krów, jakie harlej produkuje. W harleju gama modelowa jest o tyle ciekawa, że mają ramę i silnik - a do tego doczepiają resztę gratów tworząc różne modele. Koła szprychowane lub odlewane, owiewka albo jej brak, chromy lub czerń, kierownica wysoka czy niska, bak taki lub inny - harlej odkrył przed laty ten jeden prosty trick jak produkować na dobrą sprawę to samo, a jednocześnie mieć w ofercie kilkanaście rozmaitych modeli. No ale odbiegam od tematu.
Road King Classic to taki najbardziej "klasycznie" wyglądający przedstawiciel rodziny Touring, z tym, że mój został niestety przerobiony przez kogoś w Stanach. Niestety, ponieważ bazowo motocykl wychodził z kołami szprychowanymi, a one w połączeniu z oponami z białym pasem, wysoką kierownicą, długimi wydechami i jakimś zwariowanym malowaniem to idealny materiał do przerobienia motocykla w stylu "chicano" pic rel, który od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. No, ale że ktoś dorzucił koła z nowszego modelu a wydawać kasy na nowe nie mam ochoty myslę, że motocykl zostawię w formie zbliżonej do obecnej, może zmieniając tylko kolor malowania. Aha, na zdjęciu z myjni brakuje kufrów oraz błotnika które zdjąłem do naprawy, więc obecny obraz motocykla vs planowany końcowy jest ciut zaburzony.
Co do samych wrażeń z jazdy i tego, jak przemieszcza się sprzęt o wadze dwóch Suzuki SV650 to powiem tak. Nie jest źle, z drugiej strony nie jest jakoś super. Na pewno jest PRZEWYGODNIE. Siedzenie jest OGROMNE i fajnie wyprofilowane, nie wiem czy dlatego że jest akcesoryjne i projektowane pod amerykańskie d00psko czy po prostu ten typ tak ma. Podesty pozwalają wygodnie trzymać stopy. Kierownica jest dość wygodna ale do zmiany, nie wiem czy jest lekko skrzywiona czy po prostu najzwyczajniej mi nie leży - ani pozycją ani stylem. Hamulce radzą sobie całkiem dobrze z zatrzymywaniem tego kolosa, rozpędza się też całkiem przyzwoicie, chociaż na pewno nie jest stworzony do szybkiej jazdy po autostradach, 120kmh to prędkość w górnych granicach tego, co chce się na nim jechać. Jedzie bardzo stabilnie, o ile jedzie przed siebie - do skrętu trzeba już używać całkiem sporo energii. Co ciekawe, masa motocykla nie jest aż tak wyczuwalna na postoju. Pamiętam, że zdjęcie go z lawety oraz przestawianie z miejsca na miejsce wymagało używania takiej siły, że aż wzbudzało to moje lekkie przerażenie. Ale wydaje mi się teraz, że mogła to być po prostu kwestia zastanych hamulców - po zrobieniu kilkunastu kilometrów nie jest znacząco bardziej oporny od innych harlejków a momentami mam wrażenie, że łatwiej jest mi go przestawiać z kąta w kąt. Na pewno niespecjalnie dobrze robi się nim manerwy przy niskich prędkościach, chociaż tutaj składowych tego problemu jest kilka - raz, że kierownica tego nie ułatwia, dwa że źle poustawiałem sobie klamki, trzy że po prostu motocykl ze względu na masę niespecjalnie to ułatwia. Ale na pewno nie ma odczucia, że wystarczy jeden fałszywy ruch, a sprzęt wyląduje na glebie - my z kolei będziemy dzwonić po dźwig do postawienia go pionowo.
A właśnie, skoro o odczuciach z jazdy mowa, to są one na mój gust zdumiewająco... nijakie. Tak jak każdy harlejek którym do tej pory jeździłem dostarczał MASĘ pozytywnych wrażeń i emocji, tak tutaj jest tak trochę nudno. Podejrzewam, że ma to po prostu związek z charakterem motocykla - jego głównym zadaniem jest pokonać kilkaset kilometrów jednego dnia w umiarkowym tempie i jednocześnie dużym komforcie kierującego i pasażera. Wiąże się to chyba jednak z pewnego rodzaju "odizolowaniem" od drogi. Nie zrozumcie mnie źle - dalej charakterystyka pracy silnika czy skrzyni biegów przewodzą na myśl sprzęt rolniczy, po prostu jakoś te mniejsze modele (Dyna, Softail, Sportster) w jeździe wydawały mi się bardziej zawadiackie, bardziej "cool". Tutaj mamy taki po prostu turystyczny sprzęt do nawijania kilometrów przy włączonym tempomacie z możliwością posłuchania sobie radia, oparcia pleców lub napicia się gazowanego napoju słodzonego z uchwytu na napój. Ale jednocześnie trochę brakuje tej charyzmy, zawiadiackości i wyczuwalnego nieokrzesania za które lubię tę markę.
Gdybym miał podsumować w statystykach:
Osiągi: 3/10
Wygląd: 4.5/10
Wygoda: 8/10
Frajda: 5/10 (7.5/10 gdy puści się Country z głośnika zamontowanego na kierownicy)
#motocykle #harlejekzusa

