@walus002
I nigdy nie wiesz czy za kilka lat rata kredytu nie wzrośnie 2 lub 3 razy.
Co nie znaczy że nie powinieneś się zabezpieczyć pod taką ewentualność.
Natomiast jak ktoś wychodzi z założenia "dają to biorę" w ogóle nie zastanawiając się nad konsekwencjami - to ja mam im teraz współczuć?
I nie mówcie mi proszę o tym że "to w takim razie wszyscy mają na wynajmowanym mieszkać?".
Kredyt jest wygodny. Dostajesz pieniążki i możesz sobie wydawać. Tylko pytanie czy stać ludzi na AŻ TAKIE wydawanie? Same cztery ściany to tylko część kredytu, bo dochodzi jeszcze do tego wykończenie kurwidołka. Natomiast podejście ludzi jest takie że "jak bierzemy tak duży kredyt to weźmy też duży na wykończenie". Bo ludzie chcą pięknie mieszkać. Dopłacają więc do czarnych pryszniców, bo modne, zamiast kupić chromowane za 1/2 tej ceny. Podłoga - koniecznie deska berlinecka za 400zł zamiast panel za 100zł. Czort, że żywotność takiej deski nie jest wcale większa ze względu na jakość forniru i po 3 latach będzie tak samo obskurwiale wyglądać jak panel AC4 - ale wzięte "na lata". Biorą kuchnie na wymiar, bo ma pasować - ale nikt nie zatrzyma się i nie powie - hola hola, czy stać nas na taki przepych?
Często wykończenie mieszkania to dodatkowe kilkaset tysięcy złotych do kredytu za samo mieszkanie. Moim zdaniem można było wziąć kilkadziesiąt. Dlatego jak mi ktoś ma szmery bajery w chacie i teraz mi mówi że go nie stać - to moim zdaniem mógł pomyśleć czy go na pewno na to stać jak rata wzrośnie 2-3 razy. Ale wtedy nikt rabanu nie podnosił że człowiek zadłuża się ponad stan, bo każdy chciał mieć ładnie. Grażynka ma takie piękne lamele na ścianie - to my też musimy mieć bo to ładnie wygląda. I pyk, dodatkowe kilka tysi za ładne wnętrze
Szczerze? Znam tylko jedną osobę (plus ja), która wykańczała mieszkanie przez lata, bo w tamtym czasie nie chciała się zadłużać pod korek. Reszta, jak już brała mieszkanie to wpadała w jakiś szał zakupowy. Każdy chciał wziąć 'raz a porządnie' żeby fest wykończyć - a ja to traktowałem to jako przepych na który nie było mnie stać, mimo zdolności kredytowej. Kiedyś ludzie 'dorabiali się' przez lata, a teraz pyk pyk kredyt i już dorobione - A w banku ogromny debet.
Jeżeli to rodzina z dziećmi co ledwo uciułała na wkład własny i teraz proszą szwagrów żeby pomogli przy wykończeniu - takim będę współczuł. Ale Nie będę współczuł mieszczuchom co chcą się pokazać jacy to oni są bogaci i teraz płaczą że im rata wzrosła 2-3 razy. A takich z moich obserwacji jest mnóstwo, szczególnie w nowym budownictwie.
Mam im teraz współczuć? Nie będę. Za bycie głupim nie należy się współczucie. Szczególnie że każdy przy kredycie miał symulację jak może wzrosnąć rata.