Nasze relacje z przygodowego nocnego rowerowego rajdu na orientację tropiciel.org

Pierwsze zetknięcie z nawigowaniem po lesie w nocy. Wołam @Gilgamesh i @Furto bo dopytywali.


Najpierw partnerka:


Gdy dostaliśmy mapę, miałam myśl, za przeproszeniem, o k⁎⁎wa. Na mapie nic, zero nazw ulic, miejsc charakterystycznych, ukształtowania terenu. Wątpiłam, czy znajdziemy choć 1 miejsce. Nie mieliśmy też radia FM, które miało nam pomóc znaleźć punkt X. Tak to źle wyglądało. Zanim wystartowaliśmy, to 20 minut zastanawialiśmy się od czego zacząć i jak tam dojechać. Postanowiliśmy wyruszyć, bo coś trzeba zrobić. Widok psa o tej porze (0:20) na dziedzińcu pałacu, przy wyjeździe nasunął mi myśl, że to nasz kibic i w nas wierzy


Fisti świetnie nawigował. Ja ewentualnie dodawałam jakąś swoją wzmiankę o tym gdzie ten punkt może być - na skraju lasu, w miejscu przecięcia strumienia z innym etc. Myślę ,że to był najtrudniejszy rajd w jakim brałam udział. Dla mnie nie było przeszkodą jechać w nocy. Czułam się bardzo dobrze. To było zderzenie wytrzymałości z irytacją i to drugie było gorsze. Mapa zawierała błędne oznaczenia - drogi, których już nie było (np. zaorane przez rolników, zarośnięte). Myślę, że nie było to celowe, co niezaktualizowane. Efektem do jednego punktu próbowaliśmy dotrzeć z 3 stron i straciliśmy prawie 2 godziny. I te sytuacje były najgorsze. Brak wpływu. Akurat to dwugodzinne błądzenie zdarzyło się, gdy była wysoka wilgotność i poranna mgła osadzała na człowieku, a potem zrobiło się jeszcze zimniej. Ja już wcześniej miałam błoto w butach (już nie wodoodpornych), ale w połączeniu z tą rosą - musiałam zmuszać się do ruszania palcami u stóp, bo by mi chyba zamarzły.


Mnie bardzo ucieszył wschód słońca, bo w końcu cokolwiek było widać, a było widać dużo pięknych krajobrazów. Uśpione wioski, budzące się koguty, słońce, które wstawało znad mgły i pół, na których było zgromadzenie saren. Przebiegały przed nami łanie jeleni. I wszystko to w takiej wrzawie ptaków jakby się kłóciły, który zaśpiewa głośniej. Niesamowite, a niejednokrotnie przecież spałam już na dziko wiele razy.


Wraca brutalność i zamarznięcie, a tu na kolejnym punkcie jakieś przenoszenie piłeczki pingpongowej, w parze i jakiś typosz dopytuje o cechy charakteru, które pomogły w wykonaniu zadania. Procesy myślowe, co to są cechy charakteru, co ja tu w ogóle robię, co to jest za człowiek, bo gada jakąś sekciarską gadką. Pach, fisti mówi umiejętność, nie cechę charakteru. Nigdy też nie spodziewałam się, że będę po 6 nad ranem szyfrem morsa odczytywać datę hołdu pruskiego, a fisti będzie odpytywany z chronologii bitw Polski, w tym tej pod Legnicą xd


Myślę, że ciężko opisać to doświadczenie. Ciekawe były stacje z zadaniami. Czułam się jak w grze RPG, nocą przy każdym punkcie z ludźmi paliły się ogniska. Ludzie w tych punktach mieli rozbite legowiska. Co było dla mnie interesujące, mieli siedziska rozłożone obok siebie, albo w kole z centralnym paleniskiem, nie mieli nawet wyciągniętych telefonów, rozmawiali o to było takie pierwotne. W tle jakiś stolik z jedzeniem, który przenosił do rzeczywistości - kiełbasy, chleb, pizza, owoce, ziemniaki i wszędzie ketchup :D. Przy jednej stacji, na mokradłach mieliśmy za zadanie zapalić pochodnie od drugiej. Miejsce to było o tyle magiczne na swój sposób, bo kumkanie żab zagłuszało mówiącą. W końcu przydała się znajomość Reduty Ordona i Inwokacji, poza murami szkoły Pomysł na całość rajdu bardzo ciekawy ale do doprecyzowania, szczególnie mapy.

Absolutnie nie żałuję.


Po rozdaniu nagród, czekając na pociąg miałam ubrana koszulkę z długim rękawem, koszulkę, bluzę, kurtkę, dwa kaptury i nadal było mi zimno. Nawet powiedziałam coś w stylu, że w końcu mogę poczuć się jak M. i jest to super przeżycie. Na Dworcu we Wrocławiu było dla mnie tak głośno, słyszałam każdą pojedynczą rozmowę. Jezus.

Myślę, że maratony, gdzie trzeba ,,tylko jechać ", są łatwiejsze. Tutaj było o wiele trudniej, choć długość trasy nie była imponująca. To dochodzi ta wcześniej wspomniana irytacja na czynniki zewnętrzne.


Nie wiem, które miejsce zajęliśmy. Były podawane 3 pierwsze. Nie było też klasyfikacji na drużyny mieszane. Nie sądziłam, że uzbieramy aż 10 z 12 punktów i to w wyznaczonym czasie. No duma, szczególnie z fistiego, bo nie wiem, co On przeżywał i jak, ale raczej ma mniejszą wytrzymałość (mentalną, nie siłę) ode mnie i w ogóle przywiózł nas do mety.


Teraz część ode mnie:

W trakcie na szczęście nie padało. Zmokliśmy między 400, gdy było 5°C, słońce wstawało i wilgoć spowiła łąki. Jak przemoczyliśmy buty około 3, to już potem do końca nie odzyskaliśmy komfortu termicznego.


Poszło dobrze, nie wiemy które miejsce. Lepiej, niż po pierwszej godzinie sądziliśmy.

Jechaliśmy zobaczyć jak to jest, a jest ciekawie. Zdążyliśmy wrócić na bazę przed limitem 8 godzin, mając odnalezionych 10 z 12 punktów kontrolnych. Nad jednym punktem (K) męczyliśmy się godzinę i 50 minut.

Nie było łatwo ani jechać, ani szukać, ani się nie zgubić.

Nawigowanie po lesie nocą jest koszmarem.


Podobało nam się, choć wiemy, że raczej nie chcemy tego powtarzać w takiej formule. Brak snu mocno deprywował i kumulował inne niesprzyjające czynniki.

Z dojazdem przejechaliśmy 91 km. Dość dużo piasków, ale w większości przejezdnych, trochę mokradeł. Trasa głównie w terenie, z małymi przewyższeniami. Jechaliśmy rowerami górskimi. Grawel z szeroką oponą też by się sprawdził. Mimo że było zimno, pogoda nam sprzyjała. Nie wyobrażam sobie jechać tego w deszczu. Musielibyśmy zrezygnować po maksymalnie 3 punktach.


Zadania fabularne, zręcznościowe i zagadki też ciekawe. 5/5 razy trafiłem w tarczę z jakiegoś karabinu asg, dzięki czemu uniknąłem karnych przysiadów. Szybko też rozpykaliśmy zadanie krótkofalarskie. Dla umysłów ścisłych było banalne, jednak odchodząc od niego pomyślałem "a co, gdybym musiał je rozwiązywać wykończony o 7 rano, a nie o 1 w nocy".


Co bym zmienił w naszym wyposażeniu? - mocniejsze czołówki do ogarniania mapy i mapnik nie turystyczny, a usztywniany, na wspornikach, typowo pod rowerową jazdę na orientację.


Na zakończenie imprezy było losowanie nagród wśród uczestników - trafiliśmy po grze planszowej.

#rower #tropiciel

40f01f75-081b-4901-9815-37437cf16189
07982d17-e247-4d70-a339-234c3a96e1fa
6b9a0fd9-9fed-427e-a81b-ee1dac8ef381
0136b52c-9da2-405b-837d-a9ab9e255547
4f7c9616-f227-461c-8d07-494185ccb813

Komentarze (7)

@Gilgamesh dziękuję, jesteśmy zadowoleni :) Mój największy błąd, to próba dostania się z G do K przez ten las przy K. Najpierw północno-zachodnim skrajem trafiliśmy na mokradła i zaorane ścieżki, które kiedyś szły przez aktualne pola. Cofnęliśmy się i próbowaliśmy środkiem wyjść ścieżką, która zarosła wysokimi mokrymi trawami, zanikała, nie wyglądała na "do przejścia". Cofnęliśmy się. Wyjechaliśmy południowo-wschodnim krańcem.

Mapa nie pokazywała też wielu ścieżek, które realnie istaniły i ewidentnie były często uczęszczane.

Najlepsza drużyna rowerowa miała czas poniżej 5 godzin. Najbardziej jestem ciekawy, jak u nich wygląda proces nawigowania i ustalania trasy. Bo że szybko jeżdżą, to wiadomo :D

Niektóre drużyny piesze dotarły do mety po 14 godzinach (startowali o 18:00).

@fisti jako kwadraciarz też się często mierzę ze ścieżkami, które istnieją tylko na mapach, więc znam ten ból


raz mnie tak strasznie komary pogryzły, a jedyną opcją było brnięcie dalej przez pokrzywy ale jak w końcu znalazłem ścieżkę to tak szybko uciekałem stamtąd, że nie zauważyłem, że gdzieś zgubiłem pompkę

Zaloguj się aby komentować