przy pierwszym lekarze zdecydowali cesarkę, przy drugim - byłem na całej imprezie. Obu kangurowałem, nie chciałem być na porodzie sam z siebie, ale żonie zależało, więc poszedłem. W obu przypadkach się przydałem. Generalnie naturalny poród u nas to była rzeźnia, mały ważył grubo ponad 4kg więc narobił trochę szkód i małżonka wylądowała na stole operacyjnym. Generalnie już było problematycznie, bo dziecko w kanale, ale z pępowiną dookoła szyi. Sam poród trwał za pierwszym razem 30h, za drugim- około 12? Cieszę się, że mogłem pomóc żonie, ale też naocznie widziałem jak ogromny to był wysiłek. Za urodzenie dwóch synów zawsze jej będę wdzięczny.