@maximilianan podejrzewam, że trafiłeś na tak zwanego kryptohujmana, który nawet się specjalnie nie kryje- nie przeszkadza mu "analizowanie" jakiejś 300-letniej ramotki z pizdy i odpowiadanie na pytania o sens koloru zasłon w pokoju pod zdefiniowany przez innego leśnego dziadka klucz, gdzie albo odpowiesz jota w jotę, albo zero punktów, ale matematyka, gdzie trzeba minimalnie użyć tego czegoś między uszami, żeby dodać do siebie ułamki- uuu, sirius biznes, śmiertelny wróg. Strach pomyśleć co by zrobił przy trygonometrii, liczbach zespolonych, czy całkach.
Szkoda tylko, że każda realna praca będzie od niego wymagać liczenia, a im bardziej "ambitna" i skomplikowana, tym tego liczenia będzie więcej i będzie ono bardziej złożone. I chuj w to, że pewnie zaraz od niego usłyszysz "po co mam się tego uczyć teraz są komputery i excel to za mnie policzy", bo jak nie będzie wiedział co się jak liczy i co może wyjść, to skończy się to tak, jak z jednym ziomkiem na olimpiadzie z chemii, na której też byłem- wyliczył w zadaniu, że stężenie roztworu to jakieś 1500% i chuj, nic mu nie zaświtało, że coś jest nie tak. Z ejajami to w ogóle może dostać w odpowiedzi nawet i "ogórek", bo tam się już potrafią odjebać dowolne rzeczy. Bo koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że matematyka to nie tylko jakieś tam głupie dodawanie cyferek, tylko też umiejętność wnioskowania i logicznego myślenia. W ogóle kiedyś ktoś popełnił bardzo fajnego mema na temat takiego myślenia "po co mi matematyka":