Muszę się przyznać, że mam uczulenie. Jestem silnie uczulony na ten nasz martyrologiczny patriotyzm, na to uwielbienie cierpienia, które – pamiętam – było wpajane za młodu w szkołach i gdzie tam tylko jeszcze młodzież, kiedy jeszcze nią byłem, próbowano kształcić i oświecać. Jestem też zaniepokojony tym, co obserwuję dookoła, tą rosnącą falą nacjonalizmu i związanych z nią konsekwencji, które już przecież były kilkukrotnie w dziejach przerabiane i nigdy nie kończyły się dobrze. Zdaję sobie sprawę, że niewiele mogę z tym zrobić, a jakoś z frustracją poradzić sobie trzeba. Właśnie na takie okoliczności została wymyślona satyra, więc pozwolę sobie z niej skorzystać i opisać mój wyimaginowany dzisiejszy poranek (a i jest w nim zima, jak Kolega-Organizator, proszę pozdrowić Żonę, sobie w tej edycji zażyczył):


***


Niedziela handlowa, patriotyczna, biało-czerwona


Wybrałem się dzisiaj rano do sklepu

bo, choć Niedziela, Pan Państwo pozwolił;

myślałem o maśle, chlebie i mleku,

a, że było ślisko, szedłem powoli.


Chodnik po drodze lodem był skuty

i dobrze! – znowu zapomniałbym kupić soli;

nagle przyczepność straciły buty –

na mordę upadłem. Do teraz boli.


Patriotycznie – wyciąłem Orła,

a że cierpienie wszak uszlachetnia,

na jakiś kamień trafiła morda

i krew popłynęła. Od mrozu krzepła.


Gdy się podniosłem i śnieg otrzepałem

jak mąż się stanu poczułem (lub żona)

bo plama została, Ojczyźnie na chwałę,

patriotyczna: biało-czerwona.


***


#nasonety

#zafirewallem

Komentarze (3)

Zaloguj się aby komentować