Muszę dzisiaj pochwalić publiczną służbę zdrowia, i to bez złośliwości:
Młody w poprzedni weekend miał jakąś infekcję. Rozwolnienie, ból brzucha, lekka temperatura. W poniedziałek nic mu już nie było, więc poszedł we wtorek do szkoły. Ale mówił że lekko go brzuszek boli. No więc w sobotę wzięliśmy go na morfologię krwi – wyszła infekcja. Do tego w niedzielę znów temperatura, i to wysoka. Żona w poniedziałek rano pojechała się zarejestrować do pediatry, udało się na 8:40. Super.
U lekarki różowa usłyszała tekst który chyba każdego rodzica przeraża: „Proszę się nie denerwować, ale trzeba pojechać na SOR”. Było podejrzenie poważnych powikłań pogrypowych które trzeba było sprawdzić. Od ręki skierowanie, od razu rura do Poznania, po drodze tylko się spakować, bo groził młodemu kilkudniowy pobyt w szpitalu.
Za to szpital dziecięcy w Poznaniu to XXI wiek. Funkiel nówka, pachnący, kolorowy. Za⁎⁎⁎⁎sty. Na SORze kolejka na 30 numerków. Ale pełny pakiet badań – badanie krwi, moczu i 3 różne USG załatwione w 2 godziny i to wszystko w obrębie jednego korytarza. Personel miły i uśmiechnięty. W zasadzie gdyby nie krew to wszystko zamknęłoby się w godzinę. Młody na szczęście żadnych powikłań nie ma i został od razu wypisany do domu, skończyło się więc tylko na nerwach.
Przypomnę, że to wszystko w ramach NFZ, jedyny wydatek to był w zasadzie parking.
#rodzicielstwo #dzieci #sluzbazdrowia #polska #zyciejestdobre

