@Konto_serwisowe nie istnieje, zobacz to, może co Ci rozjaśni
mąż nie żyje, za to żyje sobie jego żona (tak dla uproszczenia). Mieli 3 dzieci:
Stefan - inżynier w dużym mieście, dorobił się ze swoją Kaśką mieszkania i 3 synów. Mamę odwiedza na urodziny i święta, sporadycznie zadzwoni zapytać o zdrowie. Dwa razy zawiózł ją do wojewódzkiego na badania na przestrzeni ostatnich 20 lat. Jego synowie siedzą za granicą, jak nie uczelnie to praca.
Ewa - mieszka ze swoją rodziną za granicą. Odkąd wyjechała w domu rodzinnym bywa tylko raz do roku na święta zjeść michę pierogów.
Magda - mieszka niedaleko, jednak do matki osobiście nie zagląda, chyba że już nie ma wyjścia i musi, a nawet wtedy to jest kawka i ciasteczko. Za to z obowiązków wobec seniorki wywiązują sie jej dwie córki. Basia i Zosia. Basia skończyła studia i dojeżdża do powiatowego po pracy, a po robocie ogarnia babci zakupy, lekarzy i porządki, a Zosia pomaga jej w tym w weekendy albo wakacje, bo aktualnie kończy pedagogikę.
Babci się umiera i zostawia testament. W spadku swój dom zapisuje Basi, za to 200k oszczędności plus cała biżuteria przypada Zosi. Stefan dostał kolekcję monet po ojcu i... tyle. Żadna z córek nie została wymieniona w testamencie, za to obie uważają się za pokrzywdzone i namawiają Stefana, by wystąpić o zachowek, na który nie stać Basi, a który również uszczupliłby pulę gotówki Zosi.
Czy w tym przypadku seniorka była niesprawiedliwa i powinna była wydziedziczyć córki - na jakiej podstawie? Czy jednak pazerna rodzina powinna uszanować wolę zmarłej?