Mnóstwo niestety jest w naszym narodzie zawiści. Jeden drugiemu rzuca kłody pod nogi, często zupełnie bez powodu i to nawet nie dla własnej korzyści, ale wyłącznie po to, żeby bliźniemu było gorzej. Frustracja wylewa się wszędzie, w tym i na drogach, a może na drogach to wylewa się nawet szczególnie. Kogo nikt nigdy nie popędzał długimi światłami na lewym pasie autostrady, na kim nikt nigdy nie wymusił pierwszeństwa, przy okazji pozdrawiając go wyprostowanym środkowym palcem, kto nigdy nie został obtrąbiony bez żadnego powodu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Najlepiej w szybę tego nowego auta, co to je sąsiad sobie nie wiadomo za jakie pieniądze ostatnio kupił i postawił pod blokiem żeby inni zazdrościli.
Na szczęście są też przykłady pozytywne i takie przykłady należy nagłaśniać, co też w poniższym wytworze starałem się uczynić, powracając przy okazji do dawnego, a ostatnio trochę niestety zaniedbanego tematu przewodniego naszej kawiarni #zafirewallem:
***
Sonet szesnastowersowy o solidarności i wzajemnym wsparciu kierowców w czasie przypadkowego spotkania na stacji benzynowej, ale też i o tym, że efekty naszych działań zależą przede wszystkim od nas samych, choć czasami do tego żeby osiągnąć sukces potrzebujemy jednak jakiegoś bodźca z zewnątrz
A kiedy zza drzwi usłyszałeś głos:
– „Nie wal konia, tylko sraj!”,
wtedy pojąłeś, że jest też ktoś,
kto, tak jak i ty, przemierza kraj.
Też na stacji pod Zamościem
się zatrzymał zalać bak,
też pomyślał, że najprościej
będzie wysrać się na zaś.
Może spedytor w trasę go gnał?
Może się spieszył spotkać z żoną?
A może inne powody miał
żeby tak krzyczeć przed kabiną?
Tylko że jakoś nie leciało ci –
może za mało błonnika jesz?
Ale się spiąłeś: raz, dwa i trzy! –
wszystko potrafisz, gdy tylko chcesz.
***
#nasonety