Mam przemyślenia na temat życia i śmierci. Jak ktoś nie lubi czytać rozkmin to już może skończyć w tym momencie. A jeśli nie to zapraszam do dyskusji :). Jedno co możemy powiedzieć o umieraniu na pewno to to, że nie wiemy co jest po. Można stwierdzić to co można zobaczyć gołym okiem. Po śmierci zostaje zimny trup, umiera człowiek i już go nie ma. W zasadzie z punktu widzenia biologia zakończył się cykl życia jakiegoś osobnika. Istniała sobie jakąś forma życia i umysłu. A co po śmierci? Różne religie i wierzenia szukały od zawsze odpowiedzi na to pytanie. Z wielu powodów. Lęk przed śmiercią jest jedną z nich, ale jest też ciekawość, współczucie do tych co odeszli i być może znalazło by się jeszcze kilka powodów. Religie zakładają istnienie duszy, czyli jakiegoś nieśmiertelnego pierwiastka którzy jest naszym składnikiem i zostaje po nas ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ nie jestem na tyle kompetentny żeby próbować odpwoedzieć na pytanie czy istnieje taki byt czy nie. W każdym razie, nie da się zaprzeczyć że każdy z nas, czytający ten wpis istnieje i ma poczucie własnej indywidualności. Tworzymy umysły które są częścią prawdziwych osób, relalnych. Coś spowodowało, że znaleźlismy się w tym miejscu i czasie. Jest jakiś zbiór różnych zmiennych który spowodował powstanie takiego umysłu i tej świadomości. Moim zdaniem możliwe jest że taki zbiór zmiennych, których nie znamy może się powtarzać. Nie wiemy do końca czy wszechświat jest cykliczny, i czy jest skończony czy nie. Nic nie jest pewne w tej kwestii, ale moim zdaniem ktoraś hipoteza zakładająca jego nieskończoność (np. cykliczność) może być prawdziwa. I moja teza jest taka że w nieskończonym wszechświecie zbiór zmiennych tworzących nasze umysły będzie się powtarzał w nieskończoność. Co to implikuje? Nie mam pojęcia. Nie chodzi mi o reinkarnację czy jakiś inny opisywany przez religie mechanizm. Po prostu uważam to za dość prawdopodobny scenariusz. Myślę że wszyscy jesteśmy zagubieni w haosie wszechświata.