wzrost płacy minimalnej do 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia
W sensie... zatrzymajmy się na moment przy tym. Pomińmy jej afiliację do Lewicy i specyficzne pomysły, które z tego wynikają. Oraz to, że ewidentnie nie jest najostrzejszym ołówkiem w piórniku. Ani to, że dalej osobiście uważam, że żeńska forma słowa "minister" jest tak samo śmieszna jak żeńska forma słowa "kierowca" i wiele innych. Co ona sobie tak naprawdę myślała? Że powie "a 60% będzie dobrze brzmieć" i nagle magicznie kasa się znikąd zmaterializuje? Że wszyscy zaczną szastać kasą tak ot, żeby zapłacić pracownikowi? Że zamiast tego powiedzmy 4242 pracodawcy nagle wywalą 5044 i każdy to łyknie? I nie wygeneruje to żadnych problemów jak choćby kolejna fala upadków małych działalności, które nagle będą musiały więcej płacić pracownikowi, niż przynosi on zysku? Przecież to jest niedorzeczne na tak wielu poziomach, to tak, jakbym ja poszedł do mojego managera i powiedział, że chcę podwyżkę o powiedzmy 3000. Tak ot, bez żadnego wkładu pracy, zasług czy czegoś innego. Przecież on by mnie śmiechem zabił. A ja robię w korpo, gdzie kasy nie brakuje.