
Piszesz kod, który działa. Potem dokładane są kolejne wymagania. Jeden IF, potem drugi, trzeci… aż w końcu debugowanie zaczyna boleć bardziej niż samo pisanie nowych feature’ów.
Ten wpis jest o momencie, w którym „jakoś działa” przestaje być wystarczające, a dług technologiczny upomina się o swoje. O refactorze nie jako estetycznej fanaberii, tylko decyzji biznesowej obniżającej koszt przyszłych zmian.
I trochę off-topu o tym, jak Nowy Rok potrafi rozbić rutynę.
#programowanie