Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej (przełom lat 90/2000) miałem w sumie w klasie jednego wroga, którego mentalność była podobna do postaci Rudego z Blok Ekipy, ale wróg ten nie był jak on momentami śmieszny i zabawny, był wręcz ch***wy, wredny. Był zwykłą k***ą ludzką, podjudzającą do zaczepek, bójek, byle komuś źle się działo i można było to komentować, docinać z boku.
Znosiłem lata docinek w kierunku moim, a właściwie to mojej rodziny (plotki w jego domu "leciały" w ilości hurtowej), ale w końcu moja cierpliwość nie wytrzymała.
Tak, najebałem typa, że poleciały mu dwa zęby, zalało go krwią i...
...i miałem jeszcze bardziej przejebane. Do końca szkoły on był tym poszkodowanym, ja agresorem, którego nauczyciele ciągle kontrolują i patrzą na niego krzywo "z góry". Mógł nadal pi⁎⁎⁎⁎lić na mnie kocopoły bez konsekwencji, bo gdybym powtórzył swoją akcję to wylądowałbym w poprawczym.
"Bo prostu przypierdol swojemu oprawcy, bro!"
#przegryw