- Jestem zarobiony i siedzę w riserczu, więc jeszcze przez kilka dni będę mniej pisał. Ale tak się składa, że w trakcie dzisiejszego riserczu dopadło mnie poczucie beznadziei, którym nie omieszkam się z Wami podzielić.
- Otóż mam takie graniczące z pewnością wrażenie, że gdyby jutro w mediach pojawiło się nagranie, ale takie porządne, full hd, z dobrym oświetleniem i dźwiękiem, no ze wszystkim, a na tym nagraniu Naczelnik Państwa, Najwyższa Jodła Żoliborza w prochowcu odbierałby walizkę pełną rubli od gościa w fufajce i budionnówce wz. 1918, wszystko to działoby się na terenie rosyjskiej ambasady, a na wyraźnym nagraniu świetnie byłoby słychać jak Prezes odbiera od gościa w fufajce polecenia...
...no więc mam takie wrażenie, że nic by się k⁎⁎wa nie stało.
- I nie chodzi mi nawet o Partię i jej elektorat z syndromem sztokholmskim, tylko o resztę. Mam takie ponure wrażenie, że znalazłyby się miliony Polek i Polaków, którzy nawet by się o tym nie dowiedzieli, bo żyją w równoległym obiegu informacyjnym, gdzie takie rzeczy nie docierają. Ale - co wkurwia mnie znacznie bardziej - jestem pewien, że nie zabrakłoby publicystów, zapewniających, że "nie warto podgrzewać temperatury sporu oskarżeniami o agenturalność", czy "z takimi słowami trzeba ostrożnie", bo "to napędza polsko-polską wojenkę". I normalnie by to pisali w tzw. dużych mediach, tak jak piszą dziś. I temat by się rozmył. Kto wie, mówionoby, może to normalne, może tak robią wszyscy, tylko głupi Prezes dał się nagrać. Po miesiącu tematu by nie było.
- Nie wymyśliłem tego przykładu bez powodu. Weźmy takiego Jacka Kotasa, ochrzczonego mianem "rosyjskiego łącznika". Otóż zadałem sobie w ostatnich dniach trud opisania tej historii w sposób najkrótszy z możliwych. W jednym zdaniu zawarłem ponad 100 stron z przynajmniej dwóch książek i kilka artykułów. Skondensowałem, usunąłem elementy niepewne, zostawiłem meritum. Wyszło mi następujące zdanie:
"Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński zrobili wiceministrem obrony narodowej wieloletniego podwładnego i przyjaciela byłego dyrektora polskiej filii kierowanego przez rosyjskie służby i mafię banku."
- Powyższe zdanie czyta się szybko, ale dobrze chwilę nad nim pomyśleć. Nie mamy tu do czynienia z jakimś domysłami, zeznaniami niekoniecznie wiarygodnego świadka, hipotezami. Nie mamy tu żadnych naciąganych powiązań, że ktoś miał wujka, który stał w jednym pokoju z kobietą, która kiedyś była w Rosji.
Nie.
W Polsce, w XXI wieku, wiceministrem obrony narodowej z dostępem do informacji niejawnych, został gość, który przyjaźnił się i przez lata pracował z byłym dyrektorem kagiebowsko-mafijnego ruskiego banku. Że był wiceministrem jest na Wikipedii. Że był we władzach kilkunastu spółek rzeczonego byłego dyrektora banku - jest w KRS. Że tamten kierował bankiem - jest w aktach w NBP, które Glapiński (też zresztą jego znajomy) w końcu łaskawie udostępnił.
- To było 16 lat temu. Po raz pierwszy głośno zrobiło się o tym 6 lat temu. Napisano o tym w kilku książkach. Powstał szereg artykułów w głównych mediach. I co? I nic. Książki się jakoś tam rozeszły, artykuły się poklikały, temat umarł. Z jednej strony rozmyli go wspomniani wyżej publicyści-symetryści, którzy potrafili napisać na ten temat całe artykuły, ani razu nie odnosząc się w nich do znanych dowodów, tylko załamując ręce nad tym, jak to "wszyscy sobie teraz zarzucają ruskie koneksje", tak jakby jakieś idiotyzmy o prorosyjskości Platformy czy bolszewizmie Lewicy opierały się na jakichkolwiek dowodach i nie były tylko wymysłem partyjnego agitpropu. Z drugiej jednak: media są komercyjne i do pewnego stopnia muszą kierować się wolą odbiorców.
Czyli nas.
No i my widocznie mamy to w d⁎⁎ie.
- Nie wiem czy Polaków coś jest w stanie w tej materii jeszcze poruszyć. Prezes już wielokrotnie wychodził przed kamery i zasadniczo mówił "kończymy z tą całą demokracją, to nieudany projekt jest, będzie dyktatura", a Polacy patrzą się jak barany i w ogóle sobie tego nie biorą do głowy. I jeszcze znajdują się tacy, co potrafią napisać, że "powiało świeżością", bo "wreszcie ktoś mówi do ludu prostym językiem" czy inny idiotyzm.
- W tym miejscu chciałem dać wypis innych oczywistych macierewiczowych rusycyzmów, ale że to mogłoby znowu sprawić wrażenie niepotrzebnego nadmiaru i znowu sprawę rozmydlić, to zostawię Was z tym jednym:
"Antoni Macierewicz i Jarosław Kaczyński zrobili wiceministrem obrony narodowej wieloletniego podwładnego i przyjaciela byłego dyrektora polskiej filii kierowanego przez rosyjskie służby i mafię banku."
#wiadomoscipolska #putinowskapolska #polityka #jebacpis #bekazpisu
(tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)
