Jestę blacharzem-lakiernikiem vol. 2.


Jakieś półtora roku temu @Man_of_Gx użyczył mi garażu do pomalowania zbiornika w harlejku. Zajęło to łącznie kilka dni, głównie z uwagi na konieczne poprawki po każdym z etapów (jak się uczyć, to na żywca) ale efekt końcowy był całkiem znośny. W międzyczasie miałem to szczęście, że kolejne motocykle nie wymagały integencji blacharsko-lakierniczych. Przynajmniej w pewnym sensie, bo od roku w garażu mam rozkręconego harlejka który czeka na skończenie. A do skończenia brakuje pomalowania obu błotników i baku z czym właśnie jakoś nie bardzo było mi po drodze. Bo najpierw trzeba było wszystko zdemontować, potem wysłać zbiornik do blacharza, potem wysłać jeszcze raz bo kurier uszkodził go ponownie, potem dać do wypiaskowania elementy... Ja nie miałem ciśnienia, bo harlejek mi się nie podobał, tak więc w międzyczasie wiosna zmieniła się w lato, lato w jesień, jesień z kolei ze złotej zrobiła się zimna - a zimno i malowanie outdoorowe niespecjalnie idą ze sobą w parze. Zostało czekać na cieplejsze dni, a gdy wreszcie przyszły - a ja nie chciałem już też nachodzić bogu ducha winnych ludzi w ich garażach - skompletować jakiś prosty zestaw do malowania, co też trochę trwało.


W końcu wszystko udało mi się zebrać do kupy wszystkie elementy - kupić kompresor, wąż i filtry (pistolety już miałem), zamówić farbę, zaplanować z grubsza cały proces. Dodatkowym motywatorem był zbliżający się przegląd techniczny - no a jak tu pojechać na przegląd motocyklem bez baku, błotników i siedzenia? Doszedł też jeszcze element komplikujący cały proces - konieczność załatania dziur w zbiorniku. Nie wiem, czy to przez korozję czy może zbyt mocne piaskowanie w jednym miejscu, ale zbiornik miał kilka małych otworów, za które też trzeba było się wziąć. I tak oto miniony weekend okazał się być TYM terminem - miało być w miarę ciepło, jednocześnie przegląd mam do środy więc trzeba było się pospieszyć bo kolejna szansa będzie dopiero za jakieś 2 tygodnie. Trzeba działać.


Swoją getto-lakiernię zbudowałem z wieszaków z Ikei jako stojaków, folii malarskiej jako podłogi i namiotu-szklarni z allegro jako pomieszczenia. Chiński, dwutłokowy kompresor dostarczać miał powietrza, zamówiłem też wąż i dodatkowy filtr-odwadniacz-odolejacz. Całość zamknęła się w nieco ponad tysiaku, za tyle nie wiem, czy znalazłbym kogoś, kto pomalowałby mi bak nie mówiąc o reszcie elementów, więc wydaje mi się znośnie. No, i dodatkowo większość tych elementów zostanie po robocie.


Na pierwszy ogień poszło cynowanie. Byłem pełen obaw co do tego procesu, niepotrzebnie. Całość wręcz dziecinnie wręcz prosta, największym problemem jest sensowne uformowanie płynnej cyny w sensowny kształt tak, żeby oszczędzić sobie roboty ze szlifowaniem. 20 minut roboty i dziury były załatane a zbiornik wstępnie wyszlifowany. Następnym etapem był podkład epoksydowy i tutaj było widać sporą poprawę w porównaniu do mojego poprzedniego podejścia - warstwa wyszła gładka i siadła duuuużo lepiej niż przy moim pierwszym w życiu malowaniu. I tutaj dzień pierwszy się zakończył, bo słońce zaczęło zachodzić, temperatura spadać a wg. instrukcji producenta chemii minimalna temperatura do pracy to 15 stopni. Sam podkład też potrzebuje kilku godzin na przeschnięcia, więc było innej opcji jak poczekać do następnego dnia.


Na następny dzień zaplanowałem sobie dwa cele - ambitny, czyli skończyć całą robotę do końca dnia, łącznie z klarem oraz cel minimum - czyli przygotować powierzchnię a zakończenie malowania zostawić sobie na któryś kolejny weekend. Okno czasowe, w którym mogłem pracować nie było długie a moim głównym ograniczeniem była temperatura: według prognozy pogody miałem maksymalnie 7 godzin pracy, od około godziny 12:00 (temperatura powinna osiągnąć już 15 stopni) do około godziny 19:00 (zachód słońca, wzrost wilgotności, spadek temperatury), stąd też presja czasowa była silna. Etap kolejny - podkład poliestrowy i szpachla oraz szlifowanie - poszedł sprawnie, największym problemem był czas oczekiwania na utwardzenie. Etap trzeci - podkład akrylowy, również tutaj wyszło duuuuuużo lepiej niż przy moim pierwszym malowaniu, podkład siadł prawie wszędzie gładko i było potrzebne tylko drobne przeszlifowanie przed kolorem. Problemem był czas konieczny na utwardzenie kolejnych warstw - gdy byłem gotów na położenie koloru bazowego, było już mocno po 17:00 a słońce zaczynało się pomału chylić ku zachodowi. No, ale stwierdziłem, że nie ma co, ogień i lecimy.


Kolor okazał się sporo ciemniejszy niż się spodziewałem, siadł przyzwoicie POZA JEDNYM MIEJSCEM gdzie zrobił mi się zaciek i które przez kolejne pół godziny probowałem ratować. Czas się kończył, a został jeszcze klar. Położyłem go już totalnie na wariata, kończąc pracę w połmroku i świecąc czołówką, więc z jednej strony nie spodziewam się szału, z drugiej nie widziałem też, żebym jakoś ewidentnie coś zepsuł (poza wtrąceniami, które klar jakoś tak ma, że przyciąga je jak wściekły). Zostawiłem elementy do wyschnięcia na noc i dziś pojadę je odebrać, zobaczyć co z tego wyszło.


Garść spostrzeżeń po robocie:

- chiński kompresor 2.2kw mocy daje radę przy malowaniu elementów motocyklowych, na malowanie auta byłby chyba trochę za słaby z uwagi na potrzebę ciągłem pracy - ale tak to jest git

- getto-lakiernia z folii zdała egzamin, aczkolwiek przydałoby się w niej jakieś dorobić oświetlenie i prowizoryczny wyciąg - przy malowaniu klarem w środku była mgła niczym na XVIII wiecznym polu bitwy

- malowanie na powietrzu, zwłaszcza wczesną wiosną to ciągła walka z czasem i temperaturą, lepiej poczekać aż będzie ona regularnie osiągać 20 stopni w ciągu dnia, no ale właśnie - kto ma na to czas?

- nie umiem kłaść klaru, nie wiem czy warunki były złe czy dawałem za cienko, ale w niektórych miejsach zostawał mi taki jakby "pyłek" na powierzchni zamiast gładkiej warstwy a w innych skórka pomarańczy. Chyba po prostu dawałem za cienko, bo położyłem tylko jedną pół-warstwę a na to jedną docelową, która też jakaś za gruba nie była. No ale tak czy siak klar jest jeszcze w miarę łatwo poprawić, najwyżej potraktuję papierem ściernym i dam więcej przy kolejnej okazji

No i to póki co tyle, na pewno nie będzie to ostatnia zabawa w lakiernika w tym sezonie, bo mam jeszcze lekko dwa harlejki, gdzie planuję ingerencję blacharsko-lakierniczą zanim będą skończone:)


#motocykle #motoryzacja #diy

aadff766-7dc3-4542-aa46-f8d05d17f2e9
7b247b04-d20a-4d09-8385-61c557380b4e
c081447b-a439-4f7d-8081-f7f34ce64971
4ebe8dfc-76e5-492a-aff7-897669d4e7e6
40733ecc-ff19-46d6-bca7-2a8e8a29100d

Komentarze (5)

@knoor Profeska! I świetny pomysł z tą komorą

Ja mam kompresor z uszkodzonym przekaźnikiem, czeka w kolejce do naprawy i uruchomienia. Mini lakiernia będzie u mnie w warsztacie + odciąg ok. 580m3/h

Zaloguj się aby komentować