Dyskusja użytkownika smierdakow
Jan Rokita w 2013 (2024 też by mógł być):
Tusk powołał mierny gabinet, z trzema tylko wyrazistymi postaciami - Schetyną, Sikorskim i Rostowskim. Od początku był to projekt kastracyjny. Czy to stanowiło dla pana zaskoczenie?
Nie. Bo dla Tuska jest oczywiste, że od momentu, kiedy on został szefem partii, a potem premierem, wokół toczy się nieustanna intryga, żeby mu tę pozycję odebrać. Dla niego intryga jest naturalnym stanem politycznego świata. Dlatego sam cały czas roztacza sieć różnorodnych intryg, zwłaszcza mających blokować możliwość współpracy ze sobą osób z jego otoczenia.
Dopiero po dłuższym czasie współpracy z Tuskiem zorientowałem się na przykład, że jeśli ktoś z polityków PO stawał się moim bliskim współpracownikiem, to całkiem nieoczekiwanie, dyskretnie i w poufałej atmosferze Tusk rzucał mi pytanie: „Wytłumacz mi, bo tego nie pojmuję, dlaczego ten... tak strasznie cię nienawidzi?”.
Ale też nieustannie śledzi spiski, zapobiega im, likwiduje je prewencyjnie, zanim się narodzą. Pewnie mówię truizmy, bo przecież taka jest logika każdego jedynowładztwa. Jednak wyjątkowość Tuska polega na tym, że nie spotkałem współcześnie polityka tego formatu, który robiłby to z taką otwartością i bezceremonialnością.
Mazowiecki albo Geremek byli do tego rodzaju gry we własnym otoczeniu charakterologicznie niezdolni, przypuszczam, że gdyby zaczęli roztaczać sieć intryg, sami natychmiast by się w niej zgubili.
No i naturalnie Tusk oplata przede wszystkim takie postaci, które mają albo mogą mieć własną polityczną podmiotowość. Jeśli bowiem ktoś deklaruje, że ma jakieś swoje polityczne cele, że chce coś zrobić w państwie wedle własnego projektu, to w uszach Tuska brzmi to jak ostrzeżenie: ma w kieszeni sztylet, którego kiedyś użyje przeciw tobie. Więc w efekcie wytwarza wokół siebie specyficzny rodzaj pałacowej kultury, rodem z opowieści o dworze Katarzyny Medycejskiej albo kardynała Richelieu, która normalną współpracę z nim w dobrej wierze i zaufaniu czyni w zasadzie niemożliwą.
#polityka