Jak mikrodawkować LSD + moje odczucia

Od mojego ostatniego wpisu na temat mikrodawkowania na wykopie minęło już 6 lat (nowy dodaję tu, bo tam usuwają) i przyznam szczerze, że w tym czasie opuściłem się w tym nawyku, tak samo jak z medytacją gdzie byłem już w pewnym momencie w stanie robić 1h rano i 1h wieczorem (teraz 0 xD).

Oba te nawyki mają to do siebie, że ich pozytywne skutki potrafią umykać percepcji w codziennym życiu i dopiero gdy się je odstawi to widzi się ile dawały korzyści, jednak raz zsiadając z konia ciężko na niego wrócić (podobnie jak z rzeczami typu siłownia, bieganie itp).

Mimo, że w teorii wlanie do mordy 3ml wody destylowanej jest znacznie prostsze niż wizyta na siłowni to z uwagi na to, że działa on na receptor w mózgu 5-HT2A i szybko go wysyca to zamiast uzależniać działa odwrotnie - zniechęca do regularnego stosowania. Plus jest taki, że uzależnienie jest praktycznie niemożliwe a nawet gdyby ktoś chciał stosować to codziennie to po prostu tolerancja na to nie pozwoli (dlatego mikrodawki stosuje się co 3 dni, choć niektórzy twierdzą, że można co 2).

Mój powrót do mikrodawkowania miał miejsce niedawno gdy znajomy podzielił się gotową i wygodniejszą do mikrodawkowania LSD butelką z pipetą, która nie wymaga tyle zachodu (wcześniej używalem dużej strzykawki 100ml, ale ciężko było o precyzję przy wymaganej sile nacisku).

Oto głównej korzyści jakie zaobserwowałem od tego czasu (trzeba brać pod uwagę, że to zawsze będzie subiektywne i nie da się tego miarodajnie zmierzyć):


  1. Wzrost produktywności i zmniejszenie zamulenia.

    Jak to w życiu bywa zwykle z czasem opada nam zapał do grindowania, szczególnie jeśli chodzi o rzeczy, które wymagają regularnego zrobienia. W moim wypadku takie czynności jak mycie naczyń czy koszenie trawy (niestety nie mam parkside z opcją mulczowania) to przykry obowiązek i jedna z wielu rzeczy wymagających zrobienia i odhaczenia. Natomiast w dzień gdy biorę mikrodawkę nawet w takich czynnościach jestem w stanie znaleźć satysfakcję i nie są udręką, jak jeszcze odpalę muzykę na słuchawkach czy jakiś podcast to nawet wolę to niż zamulanie przed kompem/ tv.


  2. Mniejsza podatność na zdenerwowanie

    Mimo, że moja żona jest mistrzynią wyprowadzania ze stanu równowagi ma teraz utrudnione zadanie. Mój baseline na trzeźwo to neutralny nastrój albo lekko podirytowany (jeśli mam dużo na głowie szczególnie), natomiast tu przez to, że punkt wyjścia jest lekko pozytywny to po pierwsze, że rzadziej dochodzi do jakichś sprzeczek a po drugie zanim opadnę z tego stanu do zirytowania to mam więcej czasu na reakcję i uspokojenie się więc rzadziej dochodzi do wkurwienia.


  3. Większa świadomość własnego ciała

    Szczególnie zauważalne jest to w trakcie ćwiczeń na siłowni, gdzie z czasem zacząłem mieć podejście, że trening jest po to, żeby go odbębnić, bo i tak jestem na etapie, że głównie podtrzymuję sylwetkę a zrobienie lepszej wymaga więcej wysiłku niż jest to dla mnie warte (zasada 80/20 - 80% rezultatów, 20% wysiłku). Natomiast w dzień z mikrodawką chcę się ćwiczyć i robić to dokładnie do takiego stopnia, że celowo zacząłem ustawiać treningi w te dni w które to biorę. Ponadto rozciąganie na koniec treningu, które zawsze skracałem i robiłem na odpierdol teraz sprawia dużo przyjemności i czuje jak napięcie w ciele puszcza, dzięki czemu robię to z chęcią i starannie.


  4. Działanie synergiczne z medytacją

    Mikrodawkowanie sprawiło, że wracam stopniowo do medytacji, dzięki jego stosowaniu zauważyłem, że nawet rozbiegany umysł jest łatwiej uspokoić i skupić się na oddechu a myśli rzadziej od niego odbiegają. Na pełnych tripach też umiejętność takiego opanowania i pozostawania w roli obserwatora bardzo się przydaje, żeby zachować spokój przy wysokich dawkach (w moim wypadku ok 400µg).

    Trzeba brać oczywiście pod uwagę efekt placebo gdzie w dzień mikro sam daję od siebie więcej nawykowo, jednak z drugiej strony gdy mam dni gdzie wiem, że nie muszę nigdzie jechać autem i spędzę cały dzień w domu to często przekraczam trochę swoją mikrodawkę i wchodzę bliżej poziomu "makro" gdzie działanie staje się niezaprzeczalne. Nowicjuszom jednak tego nie polecam, bo można wtedy już wejść na poziom dyskomfortu. Prawdziwa mikrodawka powinna być zawsze "w tle" albo na zasadzie, że na koniec dnia zdamy sobie sprawę, że ten przebieg jakoś płynniej czy nieco przyjemniej. Jeśli efekt dominuje doświadczenie to nie jest to mikrodawka

    Jeśli chodzi natomiast o mikrodawkowanie LSD to wygląda w tym wypadku tak:

    Odpowiednia dawka dla 95% osób będzie w przedziale 8-20ug. W przypadku tego konkretnego produktu 1ml roztworu ma 4ug. Myślę zate,, że najlepiej zacząć od 8µg (2ml) i zwiększać co 2-4µg (0,5-1ml) co 3 dni do poczyciu w którejś dawce działanie np. na 12µg i wtedy wrócić do 10µg tak, żeby dawka była subpercepcyjna. (niektórzy biorą co 2 dni, ale mi się wydaje, że to za często dla pełnej mocy).

    Roztwór z LSD optymalnie jest trzymać w lodówce, ale główną przyczyną degradacji są raczej promienie UV więc dopóki jest z dala od słońca to moc nie powinna ulegać zmianie przez miesiące (czyli dłużej niż się zużyje całość) a w razie czego można dostosować dawkę.

    Jedyny minus jaki tu zauważyłem, to że ta pipeta nie ma podziałki więc i tak pasuje mieć strzykawkę 1ml do precyzyjnego odmierzania, przynajmniej na początku, żeby sprawdzić ile nabierać pipetą później.

    Jeśli interesuję cię ta tematyka wpisów to zapraszam do obserwowania mojego tagu #jegertilbake gdzie są inne podobne wpisy oraz zostawienia plusa do komentarza niżej i będę wtedy wołał do kolejnych.

    #medytacja #mikrodawkowanie #jegertilbake #narkotykizawszespoko #ciekawostki


#medytacja #mikrodawkowanie #narkotyki #lsd #jegertilbake

733e8344-9150-4254-99bb-96d731816444

Komentarze (15)

Zaloguj się aby komentować