@nobodys no to faktycznie nieźle No z tym leasingiem brzmi jak dosyć rozsądne marzenie i plan.
U mnie akurat sytuacja z wymiana skrzyni i mostu była drugim dotychczas najlepszym wykorzystaniem stoicyzmu tuż po wyjściu z nałogów. Ogólnie sytuacja miała miejsce w zeszłym roku i już jadąc autem na wczasy nastawiłem się na 'przygodę' i że prawdopodobnie będzie jakaś awaria w aucie. Nie sądziłem jednak, że aż taka...
No ale w trakcie udało się improwizować i z wyjącym mostem przejechałem od Węgier do Chorwacji później przez Słowację do okolic Krakowa gdzie do wyjącego mostu dołączyła skrzynia, która zgubiła najwyższy bieg, który nie chciał wejść i musiałem jechać max 90 po autostradzie.
Mimo tego wyjazd był bardzo udany udało mi się utrzymać dobry humor i swoim nastawieniem zarazić resztę ekipy włącznie z moją żoną, że skoro chcieliśmy przygodę to mamy przygodę.
Po powrocie na fali tego, że w Chorwacji dużo chodziliśmy i zwiedzaliśmy postanowiłem spacerować i zwiedzać najbliższą okolicę. Podczas tych spacerów jeszcze mamiony przez mechanika, że prawdopodobnie wymiana oleju w skrzyni powinna pomóc robiłem premeditatio malorum i szykowałem się na najgorsze i opracowywałem plan działania.
Po wymianie oleju skrzynia po 3 dniach całkiem siadła i nie ruszyło mnie to bo byłem na to gotowy. Już zorientowany, że remont wyniesie nawet 3x tyle co wymiana na używaną zamówiłem używaną i ustawiłem się w kilkutygodniowej kolejce do mechanika.
Będąc przez około miesiąc bez samochodu wdrożyłem plan, żeby wykorzystać jak najlepiej sytuację w której się znalazłem. Zrezygnowałem wtedy z dojazdów do pracy komunikacją miejską i chodziłem do pracy pieszo 4km w jedną stronę. Robiłem to z chęcią i zapałem patrząc jak co jakiś czas poprawia się moja kondycja a ja mam możliwość obserwowania mojego najbliższego otoczenia z całkiem innej perspektywy. Dodatkowo miałem satysfakcję, że jednak potrafię żyć bez samochodu bo od 18 roku życia na każdą odległość większa niż 200m wsiadałem w auto i bez samochodu czułem się gorzej niż bez ręki.
Jak samochód udało się już naprawić zdążyłem bardzo mocno polubić te moje spacery. Do pracy zacząłem już dojeżdżać ale prawie, że każdego dnia po pracy chodziłem na długie spacery z psem, które z czasem zmieniły się w marszobiegi. No a teraz już od kilku miesięcy regularnie biegam i uwielbiam to robić. Co zabawne przez całe życie przed tą sytuacją nienawidziłem biegać i była to dla mnie zawsze największa kara.
Bardzo prawdopodobne, że gdyby nie ta awaria i moja chęć wykorzystania tej sytuacji (kiedyś to pewnie bym jeździł przez miesiąc taksówkami i tyle) to nie zyskałbym nowego hobby i rzeczy, która miała wyraźny wpływ na tempo zrzucania mojej wagi.