Pamietam takiego gagatka z Francji. Zostal big bossem od IT w jedej z korpo farmacutycznym co pracowalem pare lat. Piknk / impreza letnia na dworze, ogniska, grille, piwerko i rozne inne atrakcje. Siedzimy sobie zazeramy karkoweczke, ciasno ogonie i nagle on wpierdala sie ze swoim dupskiem miedzmy mna a kumplem i mowi do nas wlasnie cos ala good job. Za chwile z ryjem uwalonym od keczupu zwraca sie do mnie i pyta: jakbys byl na moim miejscu co bys zmienil XD. Gdybym odpowiedzial szczerze to pewnie krocej bym pracowal.
@WujekAlien Jeden z moich większych osobistych triumfów z czasów gówniarskich. Studiowałem angielski, a w wakacje dorabiałem sobie na wyjazdy i piwerko. Raz trafiłem przez jakąś agencję do makro na najgorsze możliwe działy - warzywa/owoce i ryby. Na jednym wieczna pleśń, zgnilizna i smród, a na drugim mróz i babranie się w bebechach. A dyrektor był wtedy strasznym sk⁎⁎⁎⁎⁎ynem, chodził między działami i jak zauważył zgniłą czereśnię to darł mordę jak głupi, a już nie daj boże jak zobaczył że na stoisku z mrożonkami, gdzie temperatura była zawsze poniżej zera, schowałeś się w przeszklonym kantorku zamiast stać między wystawką. Ile razy darł na mnie mordę, że nie dziwi się, że skończyłem w takim miejscu, skoro nawet równe ustawienie kontenera z arbuzami mnie przerasta, (albo coś podobnego), to nie zliczę. I raz przyjechała jakaś wizytacja z Niemiec. Każdy dostał nowe, czyste ciuchy, wszędzie błysk. Wreszcie przychodzą na stoisko i jak przechodzili, to miałem udawać podlewanie sadzonek (XD). No i widzę, że wielki dyrektor ma wszystko tłumaczone przez Hrkę, która rozmawia z nimi po angielsku. Jak tylko zapytali ją o te sadzonki, to pozwoliłem sobie się wtrącić i wyszło, że oprowadziłem ich po całym stoisku, pięknie opowiadając co i jak, przy czym na końcu, jak pochwalili, że makro zatrudnia tak kompetentną obsługę, to zaśmiałem się, że koniecznie muszą to przekazać dyrektorowi, bo on dba o swoich pracowników i traktuje nas we wspaniały sposób i wtedy spojrzałem na niego i się uśmiechnąłem żeby wiedział że mówimy o nim. Widać było, że gość jest potwornie spięty. Następnego dnia, jak mnie szanowny pan dyrektor mijał, to mu powiedziałem "good morning" - zatrzymał się, morda w kolorze truskawki, patrzy się na mnie jakby miał mi w mordę dać i poszedł dalej. Czepiał się nadal jak głupi, ale satysfakcja przepełniała mnie do ostatniego dnia.
Zaloguj się aby komentować