Komentarze (7)
@Okrupnik Aż mi się przypomniała historia z moich studiów. Pierwszy rok, wszyscy zieloni jak mandarynki w czerwcu. Ćwiczeniowiec jednej z grup nie przychodzi na zajęcia. Ale tak w ogóle nie przychodzi. Nikt nie wie o co kaman, z kolesiem nie można się skontaktować. Nie odpowiada na maile zwykłych studentów, nie odpowiada na maile starosty, prośby w dziekanacie nic nie dają.
W końcu jeden ze studentów wysłał maila w stylu "Czy ty k⁎⁎wa tępy c⁎⁎ju w ogóle czytasz te maile?" Po kilku minutach dostał lakoniczną odpowiedź "czytam". Po tym wydarzeniu wykładowca zaczął się czasem pojawiać na zajęciach, ale potem upieprzył całą grupę. Dziekan łaskawie pozwolił im powtarzać przedmiot bez dodatkowych opłat.
Zaloguj się aby komentować

