Komentarze (8)

Może nie w 1970 ale uczyli mnie pływać poprzez wepchnięcie do wody. Basen miał 3m głębokości, chociaż wrzucali nas w nienajgłębszej części.

@Walenciakowa

Mnie za gówniaka tak nauczyli jazdy na rowerze... , duuużym... , dziadka... , z ramą... , z trawiastej górki... , mokrej po burzy... .

Proces trenowania sieci neuronowej trwał jeden dzień i kosztował parę siniaków.

Do dziś potrafię.

Tak nauczyłem się jeździć na rowerze. Żadne tam kijki, pomaganie, babci sranie - kuzyn mnie zepchnął z górki, aż wjebalem sie w pokrzywy na dole xd

nic nie straciłem bo na deskorolce uczyłem sie jezdzic jak po lewej. Tbh wole coś pomiędzy, tak jak moja nauka jazdy na rowerze, gdzie wiem że sie nie zabije

Piękne czasy - pamiętam, jak stary odkręcił mi te dodatkowe kółeczka w rowerze i zaraz się wywaliłem zdzierając kolna. Wróciłem do domu z rykiem, że jestem kontuzjowany - dostałem wpierdziel, że zostawiłem rower w tzw. przestrzeni publicznej, zamiast go odstawić do garażu. Na drugi dzień już śmigałem na dwóch kółkach bez problemu

Zaloguj się aby komentować