Heh, te memy z Trumpem odbierającym różne nagrody przypomniały mi coś.
Elena Ceausescu z mężem lubili jeździć na zachód, brylować na salonach i domagali się zawsze różnego rodzaju pamiątek i nagród, z tego co pamiętam to najlepiej jak były złote. Ale Elenka poszła kilka kroków dalej.
Dyplomy naukowe i inne akty uznania dla Eleny mnożyły się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I to nie tylko te z Kostaryki, Ekwadoru czy Ghany, ale również pochodzące z wielu prestiżowych zachodnich uniwersytetów.
W poczet honorowych członków przyjęło ją na przykład słynne Królewskie Towarzystwo Chemiczne w Londynie i Grecka Akademia Nauk, a Uniwersytet w Bolonii obdarzył ją doktoratem honoris causa za osiągnięcia na polu chemii polimerów. W sumie posiadała kilkanaście tytułów honoris causa światowych uczelni oraz sporą biblioteczkę „własnych” prac naukowych.
Trzeba przy tym pamiętać, że ona miała skończone tylko klilka klas podstawówki. No ale to jeszcze nie wszystko
Z właściwą sobie skromnością pani Ceauşescu uznała w końcu, że do jej kolekcji tytułów i zaszczytów znakomicie pasowałaby… Nagroda Nobla. Władze Rumunii zaczęły więc testować delikatnie, w jakiej dziedzinie można by wnioskować o przyznanie Matce Narodu tego wyróżnienia.
W grę wchodziła oczywiście nagroda w dziedzinie chemii, ale także medycyny (za terapię antyrakową opartą na ekstraktach z czosnku), jak również Nagroda Pokojowa. Niestety członkowie Szwedzkiej Akademii Nauk, w gestii których leżało przyznanie nagrody, zdecydowanie odrzucili tego rodzaju sugestie.
Okoliczności co prawda inne, ale mindset podobny
Za:
#trump #bekaztrumpa #polityka
