Dzisiaj jest premiera nowego albumu Gorillaz, właśnie przed chwilą odebrałem z paczkomatu. Od rana mogłem posłuchać na Apple Music ale wole posłuchać sobie spokojnie na winylu przy kawce chillując na ostatnim dniu l4.
#muzyka #winyle

Dzisiaj jest premiera nowego albumu Gorillaz, właśnie przed chwilą odebrałem z paczkomatu. Od rana mogłem posłuchać na Apple Music ale wole posłuchać sobie spokojnie na winylu przy kawce chillując na ostatnim dniu l4.
#muzyka #winyle

@Daniel_Obajtek jest różnica, ale nie chodzi nawet o to że winyl ma jakieś magiczne właściwości, co o sposób masteringu. Dzisiaj muzykę masteruje się tak, żeby atakowała ucho, przez co zabija się dynamikę utworów (odstęp pomiędzy najcichszymi a najgłośniejszymi dźwiękami). Nazywamy to loudness war. Takim ewidentnym przykładem, choć pozamuzycznym, są reklamy, które "wwiercają" się w ucho. Największa znaną afera związana z tym była płyta Metallici, bodajże Death Magnetic. W którymś momencie płyta została załączona w grze Guitar Hero, i nagle okazało się że tam brzmi dużo lepiej - właśnie dlatego że była zmasterowana normalnie, a nie bez dynamiki. Mogę mylić album albo grę, ale jeśli cię to ciekawi to możesz posłuchać.
Na winylu, gdzie dźwięk tworzy odpowiednio wyżłobiony rowek, taki utwór z zaoraną dynamiką będzie brzmiał jeszcze gorzej, ze względu na zasadę działania gramofonu właśnie. Owszem, zdarzają się kiepskie wydania, głównie tanie wznowienia płyty, które używają jako źródła cyfrówek. Ale to już słychać ewidentnie że coś jest nie tak i drapie w ucho.
Jeśli masz jakąś współczesną płytę, którą znasz bardzo dobrze, to możesz sobie poszukać na necie jej wersji z dopiskiem "vinyl rip". Oczywiście to nie tak że każdy producent stawia na loudness war, że każda płyta może brzmieć lepiej, albo że różnica jest jakaś mega wyczuwalna i cyfrówki się nie da słuchać a winyl jest super bo zazwyczaj nie, ale jeśli ktoś przesadził na etapie produkcji, to wydanie winylowe może być nawet bez sprzętu wartego miliony (ale bardziej na słuchawkach niż głośnikach) dużo przyjemniejsze w odsłuchu. Jest też kwestia samego brzmienia, bo znowu, ze względu na charakterystykę nośnika i przenoszone pasmo brzmienie winylu jest z reguły "cieplejsze". Minusem będzie mniej detali w dźwięku, ale to też niekoniecznie jednoznacznie złe. Z reguły winyl jest, po prostu, przyjemniejszy dla ucha, bardziej naturalny. I piszę to sam słuchając muzyki w 99% ze Spotify, ale mam na dysku parę bezstratnych vinyl ripów lubianych albumów.
@shogun klimat tak, to sie zgadzam, charakterystyczne charczenie itd. ale kiedys bylem w rozmowie z wlasnie takim vinylowcem, ktory twierdzil, ze dzwiek z vinyla jest prawdziwy, a cyfrowy nie
Zaloguj się aby komentować