Dyskusja użytkownika splash545
Dziennik wyprawy wakacyjnej 23
Czyli
Eurotrip
Odcinek 6 - Pula, Półwysep Kamenjak i grill
Nie ma to jak zacząć dzień urlopu pobudką o 5:30. Musieliśmy wstać o takiej godzinie żeby zdążyć na planowaną wizytę u mechanika w Puli, który miał potwierdzić przyczynę wycia w aucie.
Do mechanika dojechaliśmy o 7:05, budząc wyciem wszystkie psy po drodze. Zabraliśmy z auta plecaki i ruszyliśmy na zwiedzanie Puli.
Zwiedzanie zaczęliśmy od zakupu burek tym razem z serem w pobliskiej piekarni. Była to bardzo popularna piekarnia niedaleko Areny w Puli co odbiło się na mniejszej ilości farszu w środku i cenie wyższej o 40 centów(2,40). Burki wszamaliśmy na ławce w parku i ruszyliśmy w stronę bramy Herkulesa, która nie wyglądała jakoś zbyt interesująco.
Obczajając w necie co warto tu zwiedzić zamieniłem się w rasowego przewodnika i głosem Makłowicza zacząłem opowiadać o wartych do zobaczenia rzeczach w Puli nie pomijając przy tym mewy która wpieprzała na pasach głowę innego ptaka. Przemierzając radośnie zabytkowe ulice tego rzymskiego miasta doszliśmy do łuku Sergiusza, który akurat robił wrażenie i miał ponad 2000 lat.
Potem doszliśmy do placu na którym znajdowała się też około dwutysiacletnia świątynia Augusta i na tymże placu wypiliśmy kawę i zieloną herbatę. Napoje te zakupiliśmy tak naprawdę tylko po to żeby móc w spokoju zaspokoić potrzeby fizjologiczne w toalecie kawiarni.
Jak już skończyliśmy ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie, weszliśmy do wcześniej wspomnianej świątyni jednak nie było w niej nic zbytnio ciekawego więc czym prędzej skierowaliśmy się do Kasztelu zwanego wenecką twierdzą.
W twierdzy tej było sporo ciekawych rzeczy do zobaczenia od zabytkowej broni po wyposażenie austro-węgierskich baraków. Najciekawszą rzeczą była winda, którą zjechaliśmy do podziemi do systemu tuneli wybudowanych w okolicach I wojny światowej czyli Zerostrasse.
Sieć tych tuneli ciągnęła się przez kilka kilometrów i co ciekawe oferowała wyjście w kilku miejscach w mieście. Wybraliśmy na mapce jedno z wyjść i skierowaliśmy się do niego, po kilku minutach marszu wyszliśmy z tunelu w pobliżu bramy Herkulesa gdzie zaczynaliśmy zwiedzanie miasta.
Prosto z bramy poszliśmy na targowisko gdzie kupiliśmy spore zapasy rakiji w różnych odmianach oraz lokalną oliwę, a mi udało się kupić buteleczkę swojskiego sosu z papryczek ghost pepper.
Obładowani butelkami dotarliśmy do mechanika coby zrzucić zapasy do auta i dowiedzieć się o postępach prac. Mechanik potwierdził, że wycie spowodowane jest zużyciem tylnego mostu i możemy autem jechać do domu a po drodze co najwyżej stracimy tylko słuch. Za tą diagnozę zapłaciłem 50 euro czyli sporo.
Auto zostawiliśmy na placu u mechanika a w nim nasze zakupy a my udaliśmy się żeby zwiedzić wisienkę na torcie czyli Amfiteatr w Puli.
Jest to kopia Koloseum w Rzymie, jednak jest on lepszy do zwiedzania bo nie trzeba stać za długo w kolejce przy wejściu a do tego jest w dużo lepszym stanie niż jego rzymski bliźniak. Oprócz tego można wejść na sam środek areny, czego w Rzymie nie można zrobić a także można zwiedzić jego piwnice w których jest muzeum wina i oliwy.
Po zaliczeniu największej atrakcji w Puli poszliśmy do pobliskiego ogródka restauracji odpocząć po zwiedzaniu jedząc desery lodowe.
Następnie odebraliśmy auto i ruszyliśmy do domu zabrać Psa i pojechaliśmy z nim na psią plażę gdzie przez dobrą godzinę latał za kijkami do wody. Potem odpoczął trochę w cieniu i odwieźliśmy go do klimatyzowanego domku, żeby nadmiernie nie męczył się w tym upale.
Stamtąd ruszyliśmy do parku narodowego na półwyspie Kamenjak. Wjechaliśmy tam autem i za tą przyjemność trzeba było zapłacić 12 euro, wejście na pieszo jest za free.
Na Kamenjaku pierwsze co rzuca się w oczy to biały piasek na drogach, na krzakach, na drzewach. Wszystko pokrywa biały pył poza czubkami drzew, robi to ciekawe wrażenie jakbyśmy się znaleźli w zupełnie innym kraju.
Pojeździliśmy trochę białymi drogami i nie mając już siły na jakieś nadmierne zwiedzanie podjechaliśmy na jedną z popularniejszych tam plaż. Plaża była spoko, bardziej skalista. MŻ znalazła fajne miejsce żeby się rozbić w rogu półek skalnych z dala od ludzi a za to blisko wody.
Na plaży znajdowały się klify, z których w jednym miejscu można było skoczyć z wysokości 3,5-4m czyli troche mniejszej niż wczoraj na Hawajskiej plaży. Oczywiście od razu tam podszedłem obczaiłem i wycofałem się xd Skoczyłem najpierw kontrolnie z niższej dwumetrowej półki a potem już na pewniaka skoczyłem z wyższej, chociaż częściowo mogłem podreperować swoje ego za wczorajszą porażkę ;)
MŻ się trochę poopalała a ja z Ziomeczkiem głównie uskutecznialialśmy skoki do wody. Po jakichś 2 godzinach władowaliśmy się do auta i ruszyliśmy do Lidla kupić na grilla tradycyjne chorwackie wursty xd
Po zakupach wróciliśmy do apartamentu i wzięliśmy się za szykowanie grilla. Jak nosiłem potrzebne rzeczy podszedł do mnie mąż jednej z naszych gospodyń, zaczął mnie ciągnąć w drugi róg podwórka pokazując szopę i mówiąc, że tam jest pełno drewna i rzeczy potrzebnych do grilla, zaraz mi otworzy i mam sobie brać wszystkiego ile chcę. Podziękowałem i powiedziałem żeby się nie fatygował bo brykiet kupiliśmy a pod schodami stała odpowiednia ilość drobnego drewna żeby grill rozpalić.
Rozpalając grilla za rozpałkę użyłem czipsów orzechowych
No i co, pojedliśmy, opiliśmy się lokalnym limoncello i likierem na bazie rakiji (1/2slivovica i 1/2gruszkówka). W tle leciał polski rock a później jakieś rapsy do których nawalony machałem łapami xd
Jak już wchodziliśmy do domu, MŻ zauważyła na tarasie modliszkę, zrobiliśmy sobie z nią sesje zdjęciową i poszliśmy spać :)




