Dzień dobry się z Państwem,
Delikatnie przypominam, że dzisiaj wieczorem zamykamy bieżącą CXI (słownie: 111) edycję #nasonety, więc jeśli ktoś chciałby jeszcze dołączyć do mnie i @George_Stark to serdecznie zapraszam.
Zastanawiałem się o jakiej aktywności zimowej mogę napisać. Na sankach nie jeżdżę, od łyżew bolą mnie stopy, a morsuję - tylko latem. W Bałtyku. Zostały mi zatem jedynie jazda figurowa rowerem na lodzie i narty. O jeździe figurowej rowerem już kiedyś pisałem, ale jako że to wierszyk polityczny, a na samym początku mojej kariery w kawiarni #zafirewallem zostałem szybciutko wyjaśniony, że tutaj w szambie się nie pluskamy, to wybór zawęził się jedynie do nart.
Na nartach jeżdżę od dziecka. Przechodziłem różne etapy, od jazdy "na krechę" (coco jambo i do przodu), przez stylowe trzymanie kolanek razem (patrzcie jaka ze mnie cnotka), carving z szerokimi łukami aż po freestyle (na który moje kolana są już zdecydowanie za stare). Jednak z wiekiem zaczynam dochodzić do wniosku, że w jeździe na nartach najprzyjemniejsze jest zupełnie co innego...
I o tym właśnie jest poniższy wierszyk.
Ten o jeżdżeniu na nartach
Z atrakcji zimowych (a jest ich wiele),
Gdy muszę wybierać - to jestem rozdarty,
Zaryzykować się jednak ośmielę,
Że chyba najbardziej pasują mi narty.
Bo ciepłe na pupie mam kalesony,
I buty stylowe (choć ciut niewygodne),
Pod pachą mam narty, swoje i żony,
A gogle czerwone. Bo takie są modne.
Krem z filtrem nakładam (wszak dbam o skórę),
W wiązania się wpinam, kijkami podpieram,
Wyciąga mnie wyciąg, wysoko w górę,
Gdzie widok tak piękny, że dech aż zapiera.
I w to co Wam powiem uwierzyć musicie:
Że przebić narciarstwa nie może nic,
Gdy na tym słonecznym z małżonką szczycie,
Z kieliszków sączymy Aperol Spritz!
#zafirewallem #nasonety #diriposta