Dokonał pierwszego w Polsce zakończonego sukcesem przeszczepu serca

„Druga w historii polskiej medycyny transplantacja. 62-letniemu rolnikowi z Krzepic bije w piersi przeszczepione serce” – obwieszczono w „Trybunie Robotniczej”.


Fot. Zbigniew Religa, fot. Sławomir KaczorekCC BY-SA 3.0


#hejto #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #nauka #historia #zdrowie #lekarz #medycyna

Histmag

Komentarze (10)

@DeGeneracja Kurczę, jakoś czuję @sebie_juki podskórnie brak dodatkowych danych: "brat przyjaciela moich rodziców" NA PEWNO nie trafiłby na hiper-kosztowną operację wymiany serducha z powodu wirusowego zapalenie mięśnia sercowego, gdyby nie jakiś szczegół, który teraz pewnie jest rodzinnie przemilczany (lub nieuświadomiony), np. że miał jakąś sporą wadę serca (o której nie musieli wszyscy wiedzieć) i że miał średnie szanse na przeżycie do 40. A Polska - nawet wtedy - nie była miejscem na eksperymenty naukowe na zdrowych ludziach. Także sorry, ja nie kupuję. Chyba, że to pasta, to otaguj.

@ramen nie, nie pasta. Niestety nie mam jak tego sprawdzić - tenże przyjaciel rodziców od paru lat już nie żyje; a rzecz się działa dobre 40 lat temu gdy byłem gówniakiem i nie miałem w głowie dopytywania pod tym kątem.

Ale nie mówimy o "eksperymentach na *zdrowych* ludziach", był chory. Co do eksperymentów ... cóż, w bliższej rodzinie zdarzały się przypadki, gdy lekarz eksperymentalnie (ale nie informując o tym pacjenta) dawał lek na inną przypadłość niż leczył. A chirurdzy w tamtych czasach mieli opinię "chętnych do cięcia wszystkiego co wpadnie im pod skalpel". Odpowiedzalności lekarskiej nie było, spraw sądowych za ubytek na zdrowiu też nie, ew odszkodowania za % uszczerbku wypłacał ZUS w śmiesznie żałosnych kwotach.

Dodajmy, że ciężko było mówić o "hiper-kosztownej" w sytuacji, gdy usługi medyczne nie były wówczas jakkolwiek wyceniane. Oraz gdy mogło chodzić o zdobywanie doświadczenia, nie był to koszt "próby uratowania życia" tylko "koszt rozwoju transplantologii".

Nie kwestionuję tego, że po 1990 "na pewno by nie trafił na hiper-kosztowną operacje bez uzasadnienia medycznego".

Ale mówimy o epoce kilka lat wcześniej.

@DeGeneracja 1) czasy PRL 2) nawet i teraz w sytuacji "ratowania życia" można by uzyskać zgodę sądową "w imieniu pacjenta" (np nieprzytomnego lub niepoczytalnego)

@sebie_juki Spoko, dzięki za odpowiedź. Ja po prostu jestem naturalnym przeciwnikiem rzucania oskarżeń przez zasłyszane historie i to w kierunku nieżyjących. Bo tych pierwszych nie można zapytać, a ci drudzy nie mogą się bronić. Rozumiem sytuację, ale pisanie "stracił z jego ręki życie" jest ekstra mocne i nawet spadkobiercy profesora mogliby za takie oskarżenie złożyć pozew. Dlatego zabrałem głos. A jeśli to prawda - to temat jest świetny na film dokumentalny czy mocny artykuł.

Zaloguj się aby komentować