Komentarze (10)
@kitty95 nic mnie tak nie odpala jak kupowanie wszelakiego agd czy rtv, gdzie mało im dowalenia sterty papierów począwszy od 5 szablonów gwarancyjnych, przez obligatoryjną masturbację jak to urządzenie nie jest oszczędne energetycznie, że aż CO2 samo znika z atmosfery, inne gównoświstki, żeby nie lizać kontaktu, że pilot ma baterie, że nie baterii też nie można jeść, to dostajesz grubą jak encyklopedia "instrukcję" we wszystkich nawet najbardziej popierdolonych językach świata włącznie z tym z wioski 15 dzikusów z dolnego narzecza lokalnej rzeki DingiDingi żyjącego w d⁎⁎ie na słupie gdzieś w Tanzanii... ale często bez polskiego, bo k⁎⁎wa po co. Ale wszystkie 10 krzaczkowo-szlaczkowych języków oczywiście też tam będzie. Bo j⁎⁎ać konsumenta na rynku, na którym się wystawia swój produkt. Ale ekologia, bo przynajmniej w każdym z tych języków jest klauzula jak to firma w swoich celach ma ESG!
@NiebieskiSzpadelNihilizmu powiem ci, ze ostatnio kupowalem duzo agd i w porownaniu do tego co bylo kilka lat temu to mozna powiedziec, ze w ogole nie bylo papierow. jakies podstawy a reszta wlasnie odnosniki do neta. zawsze sie tego gowna trzymalo cala sterte, a potem jak cos szukales to i tak w google bo szybciej xD
@NiebieskiSzpadelNihilizmu pewnie koszty. Bardziej się oplaca wydrukować jedną książkę z 15 jezykami, niż 3 z 5-oma. A co do polskiego, to my taką potęgą jesteśmy, że wiele produktów ma jakieś chorwckie czy czeskie szlaczki, a polskich niet, bo niet.
Aczkolwiek prawo wspólnotowe nie naklada stricte obowiązku publikowania instrukcji w języku każdego kraju wspólnoty - to przepisy wewnętrzne regulują i jak produkt nie ma instrukcji po polsku, to importer- wprowadzający do obrotu ma obowiązek sporządzenia takowej. Te przepisy zresztą ciągle się zmieniają, kiedyś byłem na bieżąco, teraz nie mam potrzeby.
Zaloguj się aby komentować

