Cześć, nazywam się Mikołaj i niedawno przekroczyłem 30 rok życia. Od 14 lat zmagam się z cukrzycą. Jest to choroba, która zmieniła połowę mojego życia. Wbrew pozorom nie składa się wyłącznie z minusów. Pozwala lepiej zrozumieć siebie, swoje potrzeby i poznać swoje możliwości oraz limity. Od kilku lat "żyję chwilą" i "korzystam z życia" na każdy możliwy sposób (a to wszystko przez objawiające się choroby psychiczne powstałe w związku z cukrzycą), za których leczenie właśnie się zabieram.
Ja bardzo szybko zaakceptowałem swoją chorobę, która pojawiła się na początku moich studiów. Przez wiele lat nie miałem z nią problemów, a moje wyniki były bardzo satysfakcjonujące. Nie mniej od dosłownie kilku ostatnich lat (i teraz jak to piszę, to jestem zaskoczony, że od kilku lat nic z tym nie robiłem, bo nie rozumiałem jak to narasta) zaczynam mieć objawy psychiczne, które utrudniają moje normalne funkcjonowanie.
Objawy, które nie są dla mnie psychicznie łatwe, pomimo wielu dobrych rzeczy które dzieją się wokół mnie. Niedawno zmieniłem pracę z której jestem zadowolony, oraz urodził się mój syn, który całkowicie zmienił moje postrzeganie świata i wlał we mnie niesamowite pokłady empatii.
Nowe rodzinne i życiowe obowiązki sprawiają, że czuję, że czasami nie daję rady, a bardzo bym chciał być najlepszym ojcem, mężem i dobrym, wartościowym pracownikiem. Są dni pełne psychicznych kryzysów, napadów paniki, czy gorszego sapomoczucia, a są także fantastyczne dni pełne życia, szczęścia i spełnienia zawodowego.
Nie mogę już tak żyć. Po prostu nie mogę.
Bardzo mocno wzbraniałem się przed leczeniem, nie ze względu na podejście do lekarzy psychologów i psychiatrów, lecz ze względu na to, że musiałbym wtedy przyznać, że przegrałem, że sam sobie nie daję rady i że jednak potrzebuję pomocy, mimo, że wszystkim wokół mówię, że jest fantastycznie.
Nie mam myśli samobójczych, nie chcę skończyć ze swoim życiem, ale chcę skończyć z TAKIM życiem jakie jest teraz i poprawić je na lepsze. Przywrócić je do stanu w którym będę mógł żyć normalnie, bez stresu o mój stan zdrowia w cukrzycy. Właśnie dlatego, przełamałem się i odważyłem poprosić o pomoc lekarską. Tę przygodę dopiero zaczynam i nie mogę się doczekać efektów. Wierzę w nie.
Wiem, że w moim otoczeniu moi znajomi, czy współpracownicy uważają mnie za osobę bardzo otwartą, pozytywną, nie bojącą się wyzwań, ale także szczerą i empatyczną. Wiedzą z jaką chorobą się borykam i w większości mnie wspierają. Nie znają jednak mnie na prawdę, nie jestem w stanie odważyć się, by pokazać swoje słabości, nie chciałbym, żeby ktokolwiek się nade mną litował z tego powodu, lub traktował mnie inaczej. Staram się ze wszystkich sił dawać zawsze 100%, ale znam swoje limity i wiem, kiedy muszę odpuścić. Robię to dla siebie i dlatego, by wyobrażenie o mnie przez innych, było zawsze nieskalane problemami cukrzycowymi. Mam wobec siebie bardzo duże wymagania.
To stek moich myśli, wariactwo na temat tego co siedzi u mnie teraz w głowie. Tego, co chcę w końcu poukładać w sobie, więc przepraszam, za tak chaotyczny wstęp.
Mam ogromne wsparcie mojej żony, która jest tak na prawdę jedyną osobą która mnie zna, rozumie, wspiera. Ale nie chcę już więcej obarczać jej moimi problemami. Chcę je wyleczyć.
Chciałbym zacząć tu pisać swoje przemyślenia i życiowe problemy w ramach terapii, gdzie wyrzucenie z siebie myśli odciąża organizm psychicznie i pozwala również na dyskusję z innymi osobami, które mogą na to spojrzeć z totalnie innej strony. Wybrałem to miejsce z wielu różnych powodów. Nie wiem jak często i jak bardzo cyklicznie uda się tu cokolwiek napisać, ale chciałbym już teraz z góry podziękować za to, że ktokolwiek będzie chciał lub będzie w stanie to przeczytać.
Miło mi was wszystkich poznać. Witajcie na mojej drodze do sprawienia, by moje życie stało się normalne. Bardziej normalne niż teraz.