Byłem dzisiaj w biedronce z rodziną. Normalnie robiłem zakupy, trochę warzyw, słodkości i chemii. Po chwili patrzę i w koszyku mam nawalone papryki jak dla armii. No dobra, lubimy paprykę to moze ktoś wziął, choć dopiero co robiliśmy zapiekane papryki, więc po co ktoś brał je znowu?
Odwracam się i patrzę na półkę w poszukiwaniu dobrych paluszków (Beskidzkie ofc.), biorę paczkę i chcę ją wsadzić do koszyka, odwracam się a tam mam marchewkę. Wtf?
Stoję i się gapię do koszyka, w międzyczasie przychodzi członek rodziny i też się gapi do koszyka pytając, że po co nam jej tyle. Wtem nadchodzi jakiś facet w słuchawkach i wkłada nam całą reklamówkę cebuli do środka.
Gadamy do niego "panie, co pan robisz" a ten nic, odwraca się i idzie dalej. Idziemy za nim, gadamy do niego, a ten dalej nie reaguje, w międzyczasie wziął chyba z tonę bananów jakby chciał całą rzeszę małp w zoo wykarmić. No dobra, w pobliżu jest patologiczna podstawówka, więc okej - może są jakieś półkolonie. A ten robi parę kroków i cyk znowu wkłada nam je do koszyka.
Szturcham go i pytamy głośno co on wyprawia, a on stuka się tylko w głowę udając chyba, że nie słyszy. Wtem bierze nasz koszyk, zawiesza na plecach za rączkę (jak wiedźmin z mieczami) i urządza wspinaczkę górską na palety w stronę mitycznych kas samoobsługowych.
Idę do Lidla. W sumie widzę w appce, że jest promocja na proszek do prania, więc może dobrze, że tak wyszło.
#podroze #heheszki #pdk

