Biologia wychowania
Właściwie nie wiem, jak nazwać ten wpis, żeby sam tytuł stanowił skrót ¯\_(ツ)_/¯ Na pewno będzie trochę do poczytania teorii i mojej historii.
Grzebię w swojej pamięci, czytam „mądrą” książkę, słucham opowieści jak to drzewiej było i staram się wyłapać jakieś zależności, strzępki informacji, cokolwiek znaczącego dla przeszłego, obecnego i przyszłego mnie.
Poradnik „Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko” poleca zagłębienie się nawet w etap niemowlęcy, jakieś medytacje, nawet hipnozy. Dla mnie to trochę głupie więc nie robię, ale trochę tym tropem, przypadkiem, poszedłem.
Otóż jednostka rodzicielska żaliła się „gdy byliście mali, ciągle opiekowałam się wami sama”. W sumie dość popularny schemat, ale nieoczywiste jest, co to robi.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Dziecko biologicznie wie, że musi być więcej niż jedno zwierzę (hyhy, #pdk) jeden stabilny opiekun, bo strata jedynego opiekuna to dla niemowlęcia wprost zagłada. Tylko co, jeśli tego drugiego opiekuna (dziecko nie rozróżnia płci) nie ma?
Rodzi się strach, który jest zakodowany w najbardziej pierwotnej części mózgu. Ta część to mózg „pnia” / rdzeniowy (reptilian brain). Coś jak BIOS w komputerze. Jeśli tutaj coś się zakoduje, to jest to bazą danej osoby. Zmiana jest możliwa, ale to nie takie hop-siup.
Druga część to układ limbiczny / emocjonalny, rozwijany trochę później, też jest bazą osobowości. Tutaj strach może się utrwalić, jak w moim przypadku.
Wspomnień z tego okresu niestety mam niewiele, jako niemowlę nie mam wspomnień wcale
#refleksjemacgajstra #psychologia #refleksje #samorozwoj #emocje #zycie #doswiadczenia #psychoterapia
