BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY
#niemakolaczy
Part 14 - kelnerka w restauracji z ramenem i sushi
2019
Po ostatniej pracy w pato kawiarni, zrobiłam sobie niecały rok przerwy od zarabiania cebulionow. Głównie ze względu na zbyt dużą ilość nauki na studiach. Zwłaszcza na pierwszym semestrze magisterki, który był semestrem wyrównawczym na politechnice. Moje życie towarzyskie przestało wtedy istnieć, a o pracy zarobkowej nie było co myśleć. Dlatego też bardzo podziwiałam dziewczynę z roku, która równo jechała na kelnerowaniu co weekend. Nie wiem jak ona to robiła, no ale też była dużo bardziej kumata w nauce chemii i generalnie przedmiotów ścisłych, których było najwięcej.
Starałam się bardzo żeby uzyskać wystarczająco wysoką średnią, aby dostać się do programu Erasmus co wymuszało na mnie dodatkowy stres w postaci dobrych ocen, a nie tylko zaliczeń - mówię o tym ponieważ to będzie też istotną informacja w kolejnym wpisie w tym temacie. Generalnie dawałam z siebie wszystko. No więc po zakończeniu drugiego semestru i dostaniu się na Erasmusa, wiedziałam, że mam parę miesięcy wolnego, żeby coś tam sobie dorobić. Po znajomości dostałam pracę w lokalu z ramenem i sushi. To znaczy był jeden pracodawca i dwa lokale. Raz miałam zmianę w jednym, a raz w drugim.
No i powiem tak. Praca jak ja tamte czasy była idealna. Prawie na nic nie mogę narzekać, jedynie na siebie, no i parę niedociągnięć, które mnie jakaś szczególnie nie dotyczyły ale uważałam że były one po prostu słabe.
Zaczynając od plusów. To codziennie jako obiad pracowniczy wcinałam sobie najlepszy ramen jaki jadłam do tej pory, nic go nie przebiło i myślę, że nie przebije. Była super atmosfera, a z napiwków wyciągałam drugą wypłatę. Wiadomo wolałam mieć zmiany w lokalu z ramenem bo tam była masa ludzi codziennie i na tamte czasy ludzie stali w kolejkach żeby tam zjeść.
W lokalu z sushi było mniej ludzi i można było sobie odpocząć ale przez to mniej się zarabiało. Bardzo lubiłam te wolne chwilę przestoju gdzie można było sobie pogadać z sushimasterem, pożartować posłuchać historii, które do dziś mnie bawią jak sobie je przypomnę. Szefostwo było nie wiele starsze ode mnie i bardzo na luzie. Mieli ludzkie podejście gdyż sami pare lat wcześniej pracowali jako kelnerzy w innym lokalu i potem po prostu założyli spółkę i otworzyli dwa lokale już pod swoim brandem.
Tutaj się zatrzymam i uważam, że właśnie to jest bardzo ważne, żeby szef wiedział jak to jest pracować na niższym szczeblu i wiedzieć z czym ma doczynienia typowy pracownik. To po prostu widać jak ktoś szanuje pracę swojego pracownika. No ale też wie jak pracownicy potrafią kombinować...
Przyznam, że tutaj też panowała zasada "kto nie pije i pali, ten pilnuje sali" no i ma gorsze relacje z resztą zespołu. Wszyscy mnie tam szanowali, ale widać było, że nie jestem "swoja".
Pamiętam pierwszy szok z jedną dorywcza kucharką jaki doznałam. Przebierałam się w toalecie i nagle słyszę walenie do drzwi i tekst "długo będziesz tam k⁎⁎wa siedzieć". Oburzylam się i pomyślałam no "po⁎⁎⁎⁎na i chamska baba" ale okazało się że tak wyrażała swoją sympatię xd do każdego tak gadała i nikt nie uważał to za dziwne, taki styl bycia. - no pewno nie używała wulgaryzmów po to żeby kogoś poniżyć.
Niestety czuję, że ja trochę w tej pracy niedowozilam. O ile praca w ramenie była banalnie prosta. Wystarczyło być miłym dla klientów i nie mylić zamówień, tak w sushi były trochę bardziej skomplikowane zamówienia i wkurzał się na mnie kucharz jak ciągle zapominałam mu przynosić kamienny talerz jak ktoś zamawial kotleta xd Też nie jestem z siebie dumna, że nakrzyczałam na dostawcę jedzenia. Który coś tam sobie sprawdzał z zamówieniami gdzie ma zawieść, a ja nie niego nakrzyczałam "co robisz, zaraz mi wszystko pomieszasz" no i nie miałam okazji go przeprosić do dziś czuję wyrzuty sumienia, że nie umiałam się skontrolować bo mnie stres zeżarl i wylałam to na kogoś zupełnie postronnego.
Z głupich akcji to pracując tam zaliczyłam najbardziej żenującą sytuację w moim życiu. Do lokalu z ramenem wszedł wtedy mój ówczesny ulubiony twórca YT. Był to Dem3000, uwielbiałam jego poczucie humoru więc się podjaralam jak wszedł. Zamiast dać mu zjeść to poprosiłam go o zdjęcie. Oczywiście mnie zignorował - bardzo słusznie. Jednak później zostawił swój rysunek z podpisem dla fanki
Generalnie zabawne było to jak ten lokal z ramenem przyciągał ludzi, o charakterystycznym wyglądzie. A w tym przypadku fanów mangi. Kiedyś przyszła grupka dzieciaków i na zamówieniu trzeba było podać swoje imię (była to ankieta do wypełnienia z zaznaczonym ramenem i dodatkami) dzieciaki wpisały swoje mangowe imiona, które były dla mnie łamaczem języka. Więc po prostu się pytałam który ramen to jest dla kogo - pewnie byli rozczarowani.
Pamiętam też córkę z mamą, która bardzo głośno bekneła po zjedzeniu ramenu, praktycznie prosto mi w twarz i powiedziała, że tak się dziękuję za dobre jedzenie w Japonii. Jej mama zrobiła się bardzo czerwona że wstydu. Mnie to rozbawiło, fajnie że dziewczyna się nie krępowała zwykłym ludzkim odruchem, wyglądała na bardzo sympatyczną.
Zawsze mnie bawi jak sobie przypomnę to jak różnymi światami jest sala/kuchnia. Jakby się człowiek przenosił z jednego wymiaru do drugiego. Sala to pełna kulturka, wszyscy są dla siebie mili, uśmiechają się, ładnie ubrani ludzie, utopia xd. Wchodzisz na kuchnie, a tam zjarany kucharz nie ogarnia zamówienia. Idziesz do toalety, gdzie szef kuchni dopija ostatni łyk wódki, wyrzucasz papierek do kosza na śmieci i dostrzegasz test ciążowy, w oddali słyszysz jak jeden z kucharzy przegania szczury wyrzucając śmieci do kontenera na zewnątrz xd No dzień jak co dzień xd
Swoją drogą mam pełny szacunek do ludzi pracujących za garami (w sumie mam szacunek do każdego kto ciężko pracuje), warunki są trudne, zapach oleju, powietrze gęste od pary jak w saunie, mało miejsca i pewnie wiele innych trudności, których nie udało mi się zaobserwować. Akurat w tym lokalu co pracowałam okno było w kuchni bardzo duże i ciągle otwarte, niezależnie od pogody. Przez te okno też kucharze wychodzili sobie na zewnątrz zapalić czy wyrzucić śmieci.
Co do jarania to najbardziej pamiętam jak 10 razy tłumaczyłam typowi co ma być w zamówieniu, a ten z uwagą i przekrwionymi oczami patrzył na mnie i wszystko powtarzał, a potem i tak zapomniał pomylil zamówienia xd No ale lubiłam tych ludzi, wszyscy ciężko pracowali i tworzyli swoistą paczkę dobrych znajomych, którzy razem dobrze się bawili więc fajnie się ich obserwowalo mimo, że do tej paczki nie należałam
Była jednak jedna krzywa akcja, w sensie to był już moment w którym choć trochę starałam się żeby ludzie mi nie wychodzili na głowę tylko dlatego że byłam miła i cicha. Często na zmianie lądowałam z laską, która była wiecznie na kacu. Mimo apelu kierowniczki o nie przychodzenie do pracy skacowanym, nikt tego nie słuchał. Raz już była tak zjechana imprezą z poprzedniego dnia, że co 5 minut mówiła jak ja boli głowa - może od kaca, a może od tego że za⁎⁎⁎⁎la głową w grzejnik w klubie na imprezie. Więc robiła wszystko w ślimaczym tępie a ja pracowałam za nią... Ta w pewnym momencie się na mnie wydarła, że myje naczynia zamiast obsłużyć klientów (było tyle naczyń do zmywania, że nie było w czym podawać ludziom jedzenia-pani na zmywak nie przyszła) więc musiałam myć, potem sala i potem znów myć i sala. A ta chodziła i jęczała wszystkim, że ma kaca. Powiedziałam je, że się nie rozdwoje i że sama niech pójdzie do klientów, a ona że kogoś tam rozliczała z rachunku - no typowe wymówki. Powiedziałam potem kierowniczce, że nie chce być z nią już więcej na zmianie bo jest laska wiecznie skacowana i ta prośba została uszanowana.
W zasadzie największy problem był właśnie z osobami które miały przychodzić na zmywak, nie było nikogo stałego do tego zajęcia i przez to kelnerki musiały brać to na siebie, a jak już ktoś przychodził to często ta osoba wyglądała jakby była od czegoś uzależniona (to samo co było w arabskiej restauracji) i też była ta sama smutna sytuacja że pani, ze zmywaka wyjadala resztki z talerzy, mimo, że dostała by od kuchni jedzenie jakby tylko powiedziała, że jest głodna
Druga krzywa akcja to to, że chyba nikt tam nie miał umowy o pracę oprócz kluczowych kucharzy, a i z tym było ciężko. W sushi pracowała kelnerka od 2 lat i co chwile prosiła o UoP a jej przesuwali obietnice ciągle na kolejne terminy. Laska miała zamiar tam pracować, ale nie chciała lecieć ciągle na zleceniowce, była odlewana, choć rozumiem to bo w gastro ciężko o pracownika, który nie znika bez powodu więc też się właściciele wycwanili i przestali dawać umowy ... Albo może zawsze tak było?
Podsumowując bardzo dobrze wspominam to miejsce pracy, jedynie weekendy były niesamowicie trudne i wykańczające fizycznie ,że musiałam po takiej zmianę odsypiać prawie cały dzień. Jako praca dla młodych ludzi super, jednak z wiekiem to ciężko mi sobie wyobrazić taka pracę np w wieku 30+ lat.
Było to pierwsze miejsce pracy gdzie właściciel traktował po ludzku swoich pracowników tak samo kierownicy i już sami pracownicy byli wobec siebie normalni. Dzięki tej pracy odzyskałam wiarę w to, że można mieć miejsce pracy które cię nie wkurwia na samą myśl o przysłowiowej niedzieli wieczór
#pracbaza #praca

