@Tylko-Seweryn miałem podobnie. Końcówkę Valhalli po prostu obejrzałem na necie, bo już nie miałem ochoty robić w kółko tego samego. Odyseję łyknąłem, jak głupi, bo historia wyjątkowo mi się spodobała. Mirage znam głównie z tego, co widziałem u partnerki, która grała obok. Sam spróbowałem trochę pograć, ale mi nie siadło. Ta gra śmierdziała, jak sekcje składankowe ze Spider-Mana, jak gramy jako Mary Jane. W sensie jak DLC do Valhalli, w którym ktoś zostawia tylko najmniej ciekawe elementy i bohatera, który jest trochę zbyt płaski.