Bardzo się wtedy cieszyłam, a razem ze mną 3821 cudownych osób
#wykop #feels

Bardzo się wtedy cieszyłam, a razem ze mną 3821 cudownych osób
#wykop #feels

@Sandrinia osobiście nie, ale wiesz jak to jest. Jak w rodzinie ktoś choruje to dotyka to wszystkich na około. Ale nie ma się co przejmować. Generalnie życie nie jest zbyt na serio. Jest jak jest, i tak w końcu czeka nas koniec. Generalnie chodzi o to żeby się tym nie przejmować. Przepraszam, nie chcę cię dołować ale jak by się tak nad tym głębiej zastanowić to nie ma w tym nic złego. Tak po prostu jest.
@DexterFromLab spokojnie, nie dołujesz, od dawna zdaję sobie z tego sprawę
A co do bliskich chorujących to wiem dobrze o czym mowa, sama niespełna dwa miesiące temu byłam w żałobie po krewnej.
@Sandrinia współczuję straty. Ale mysle że kiedy ktoś umiera to powinniśmy myśleć o jego całości a nie oceniać tylko marny koniec. Jeśli umarła osoba która była dobra i miała dobre życie to trzeba cieszyć się z tego jaka była i jak żyła, a nie rozpaczać z powodu śmierci. Może to nie jest łatwe ale tak trzeba starać się myśleć.
Same here. Mam guza na wątrobie 5.5cm średnicy.
Pierwszy niedoświadczony radiolog po samym USG stwierdził, że to złośliwe.
Na szczęście opis z tomografu przyszedł i okazało się, że to naczyniak. Bydle ale jednak łagodne i bez szans na zmianę w złośliwca.
Przez 2-3 dni czułem się jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi. Szkoda, że tego stanu nie dało się zatrzymać
@toto-tomato trochę się nastałem z ojcem w kolejkach do onkologa. Weź teraz powiedz takiej osobie w stanie terminalnym że każdy ma raka. Trzeba być kompletnym brainletem żeby gadać takie rzeczy. Może to i prawda ale to tak duże uogólnienie, że porównywanie tego do rozwiniętej śmiertelnej choroby jest upośledzeniem umysłowym.
@Sandrinia A ja prawdopodobnie mam RZS wywołanego przez koronawirusa ( ͡° ʖ̯ ͡°) ja łapałem od początku pandemii wszystkie nowe mutacje
( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Sandrinia Szacun! A ja widzisz, nieświadomy Twojego szczęścia, siedzialem z żoną w jej urodziny na korytarzu szpitala dziecięcego i wpierdzielaliśmy tort szwarcwaldzki z tekturowego pudełka. Niedaleko, za ścianą, leżała nasza córa, wcześniak, już poza inkubatorem i coraz bliżej wypisu. Nie mogliśmy wejść do niej razem, bo COVID się wtedy dubluje mocą. No chyba, że osobno, to wtedy spoko, choć tylko między 12 a 14. Wtedy covid ma przerwe obiadową i jest niegroźny. Żona musiała zapisać się do szpitala, żeby COVID jej nie widział i żeby mogła wejść do dziecka o dowolnej porze. Polska w dużych dawkach strasznie szkodzi na psyche, nie polecam nikomu, lepiej unikać
@shhocker spoko, nie szkodzi xd nawet gdybym była sama, to bym się chciała pozbyć tego gówna zamiast umierać w potwornym cierpieniu. Nigdy w życiu, ani wcześniej, ani później, nie czułam tak strasznego bólu fizycznego, jak ten, który był spowodowany przez raczysko. Bicie pasem przez starych było o wiele wiele mniej bolesne, tu potrafiłam zacisnąć zęby i nie wydobyć z siebie ani słowa na złość im, a jak rak atakował to się darłam z bólu, bo inaczej nie mogłam. Kuźwa to było naprawdę straszne. Oby nigdy nie wróciło. Musiałabym być jakaś nienormalna żeby pozwolić temu się rozwijać. Nie wiem czy każdy ma takie potworne bóle i nie chcę oceniać tych co się nie leczą, no ale ja walczyłam i bym walczyła bez względu na wszystko. W dniu operacji zamiast się stresować to cieszyłam się jak nie wiem. Znaczy stres był oczywiście, bo nigdy wcześniej nie byłam pod pełną narkozą, ale bardziej radość że wreszcie cierpienie się skończy.
@Sandrinia wyciąć można, ale wg procedur medycznych dopiero gdy ma 10cm (wątroba się powinna zregenerować po tym więc nic strasznego chyba), lub gdy są mocne wskazania w postaci uporczywych bólów itp.
U mnie raczej takich nie ma, więc póki co wystarczy tylko chodzić regularnie na USG i badać krew pod kątem wydajności wątroby. No i oczywiście starać się dbać o wątrobę poprzez nie zalewanie jej codziennie alkoholem czy jakimś okropnym żarciem.
Ogólnie nic strasznego, w zasadzie na codzien w ogóle nie pamiętam, że mam naczyniaka
Zaloguj się aby komentować