Annette Neuffer - Missa Solemnis
Opowiem Wam dziś, jakim prostakiem, jakim niegodnym szacunku perfumowym troglodytą poczułem się, porównując moje wrażenia z przeżywania tego (bądź co bądź osobliwego)zapachu z przeżyciami pewnej bardzo uduchowionej niemieckiej recenzentki.
Czas Start
Ona: siedzi w pozycji lotosu, a łzy wzruszenia zalewają jej oczy. Już po pięciu sekundach od aplikacji ześrodkowała się na czakrze podstawy i zsynchronizowała z polem siłowym Matki Ziemi, która teraz od dołu wdmuchuje w jej ciało swą matczyną miłość, na co obydwoje czekali od tysięcy lat. Otulona spiralnie wznoszącymi się wokół siebie strumieniami czystej energii, kobieta pławi się w najczystszych emocjach.
Ja: Otwarcie niemal niebiańskie. Elemi już daje świeżym kadzidłem; podbite dodatkowo cytrusami, posłodzonymi nie byle jaką wanilią; irys również pojawia się na samym początku i jest tu jedynym kwiatem, który czuję. Nie odgrywa jednak własnego epizodu w przedstawieniu. Jak wiele innych składników jest tu tylko tłem. Wszystko to jest w pewnym sensie landrynkowe, choć bardzo złożone i pełne, z delikatnym udziałem drewna.
Pięć Po
Ona: Święte kadzidła oczyszczają jej aurę. Wnikają w trzecie oko powodując, że to otwiera się coraz bardziej i bardziej, pulsując przy tym brutalnie. Czakra gardła - tak zwana Wishuddha (czyt. "wysiuda") - w odpowiedzi na ten puls, zaczyna wibrować w częstotliwości 741Hz, niebezpiecznie blisko tonacji "Whisky Moja Żono".
Ja: Jeszcze do końca nie zeszło to cukierkowe wrażenie, ale widać już, że poważniejsze kadzidła powoli przejmują temat - choć wciąż nie jest to kościelne, wciąż bez dymu, a zwyczajnie coraz bardziej żywiczne. Coś tam dymnego (labdanum?) nieśmiało się wyłania - zwlaszcza przy mocnym niuchu blisko skóry. Staram się tego nie robić, jednak w tym przypadku jakoś nie mogę się doczekać dalszych wrażeń. Bo coś mi się wydaje, że zapach zniknie, zanim przejdziemy do kolejnych faz.
Piętnaście Po
Ona: W tej sytuacji nie ma już odwrotu. Wszystkie czakry kobiety stały się już oknami wszechświata. On nią, a ona nim. Kwantowy hologram faluje w równym rytmie, a najcichsze odśpiewanie tattwy powoduje ogromne tsunami na jednej z planet wirujących wokół Syriusza, a tamtejsze murzynki w tej samej sekundzie spadają z trattwy. Tak czy inaczej, pozostańmy TU i teraz, zamiast tam i teraz.
Ja: Po 15 minutach niepostrzeżenie poszło to już trochę dalej. Teraz mamy kadzidlaka. Szukam otwieracza trzrciego oka. Fumencens HTC to nie nowy model telefonu, który umożliwia połączenia z absolutem. To produkt otrzymywany po rozpuszczrniu żywicy kadzidłowca w cytrynianie trietylu (taki kosmetyczny rozpuszczalnik) i ekspozycji powstałej substancji na działanie bardzo wysokich temperatur. Fumencens HTC ma reprezentować palące się świece. I coś takiego faktycznie jest tu wyczuwalne. Ogólnie rzecz biorąc uformował się nam łatwy w odbiorze kadzidlaczek z drzewnymi oraz waniliowymi akcentami. Już ponad godzina, a on sobie trwa. Bliżej skóry są jakieś lekko balsamiczne i może troszeczkę dymne akcenty, jednak w powietrzu nie da się tego doświadczyć. Tytoń, podobnie jak reszta składników, które można by mylnie uznać za kluczowe podczas "czytania nut", wkomponowany jest w to intrygujące tło i nie przejmuje żadnej większej roli.
Podsumowanie: Kadzidło niepoważne
Całościowo: przyjemny blendzik. Główną rolę grają tu kadzidła - jednak ugrzecznione, wygładzone, posłodzone. W porównaniu do największych dokonań Sorcinelliego jest bardzo lekki, jasny i pozbawiony sakralnych konotacji. To taki czternastoletni Jezus z zaczątkami brody, który nonszalancko przeżuwając patyk galbanum za pomocą błyszczących zębów umieszczonych idealnie wewnątrz perfekcyjnie zawadiackiego uśmiechu, ni z tego ni z owego kradnie jedno po drugim gorące serca dziewcząt - a nieraz również lubieżne spojrzenia dojrzałych kobiet - podczas festynu z okazji święta sandałów, w gorące nazarejskie popołudnie.
Kadzidło niepoważne, żartobliwe. Zbyt lekkie na zadumę nad życiem, śmiercią, wiecznością. A z drugiej strony chyba zbyt duszne i słodkawe na praktyki medytacyjne czy jakąkolwiek inną formę pracy z umysłem. Między ludzi jak najbardziej wskazane. Jeśli przypadkiem ktoś, przechodząc obok Was, wpadnie w ekstazę - odsuńcie się od tej osoby na odległość pół metra. Tyle wystarczy, by uchronić innych przed polem siłowym Matki Ziemi, zaklętej w tym szlachetnym flakonie.
7,5/10
#perfumy #recenzjeperfum #annetteneuffer
