A tak w temacie AMA które robiłem kilka tygodni temu, proszę, fajny artykuł https://wyborcza.pl/7,75398,32690663,prestizu-do-garnka-nie-wloze-dlaczego-naukowcy-rzucaja-papierami.html

Jest za paywallem ale jak coś (kolega normalnie przeczytał) można użyć stronki archive.is i kopię przejrzeć.


Badani mówią o ukrytych nadgodzinach, braku wsparcia administracyjnego, natłoku dodatkowych obowiązków, kulturze stałej dostępności, czyli oczekiwaniu, że będzie się na każde zawołanie pracodawcy. 

To ze specjalną dedykacją dla osób wątpiących w moje słowa, o tym jak te realia wyglądają.


#uczelnia #studbaza #pracbaza #nothehe

cbce57a0-3dee-41ce-a694-373a747e9468

Komentarze (10)

Sami sobie stwarzacie takie warunki pracy na uczelniach. Gdzie jak gdzie ale tu wciąż autonomia jest szeroka. Dla osoby z zewnątrz to narzekanie na polskich uczelniach nie ma żadnego sensu. Zlecenie nawet prostych badań na uczelnię graniczy z cudem. Wszyscy robią granty albo wolą może i nie zarobić, ale za to się nie przemęczać. Mam porównanie z uczelniami amerykańskimi i holenderskimi, stawali na głowie aby brać zlecenia z przemysłu, rozwiązać problem a przy tym zarobić. A u nas wyjebongo, niewydolny system z którego nikt nie jest zadowolony. W Stanach nie ma takiej pewności zatrudnienia, ale dzięki temu można się pozbywać ludzi, którzy przestali wydajnie pracować. A u nas wykładowca chyba musiałby zabić studenta aby go zwolnili.

@Chrobry zapraszam, to zobaczysz jak "sami". Co do całej reszty masz rację - beton rządzi. Ja się z nim kopałem parę lat, liczyłem że coś ruszymy. Przyszła zmiana polityczna na szczycie, wróciła stara gwardia. Szkoda mi na to nerwów. Nie wiem kogo winić, ale ciągle upieram się że komunizm.

Z tym przemysłem to pełna zgoda. Czasem ratowałem twarz uczelni ale to jak wielcy "naukowcy" odnoszą się do biznesu to głowa mała. Z drugiej strony - to się nie opłaca, przynajmniej na zasadzie usług, narobisz się a hajs zgarnia rektor i tylko jakiś mały procent trafia do jednostki.

@jedzczarnekoty zapraszam, to zobaczysz jak "sami"

Tu rzeczywiście się zagalopowałem. Napatrzyłem się na tą autonomię akademii i mózg mi stawał w poprzek ile nonsensów uczelnia wprowadza sama chyba na złość sobie, przez nikogo nie zmuszana. Wiadomo, demokracja demokracją ale to wąskie, archaiczne i anachroniczne grono profesorskie chce ustalać warunki między sobą. Pracowałem na kilku uczelniach i mam porównanie, za granicą naprawdę potrafią się dobrze zorganizować. Ten etap mam za sobą, ja z tych co odeszli Też uważam, że to komuna przeorała mózgi, niestety nie udało się wprowadzić na polskich uczelniach zmiany pokoleniowej na poziomie zarządzania. To nie tak że młodziak musi być lepszy lub nie może postępować nieetycznie, ale młodzi mają przynajmniej zrozumienie, że jak przychodzi ktoś z przemysłu to temat zazwyczaj jest trudny i nowoczesny skoro nie ma dla niego rozwiązania z półki. Ale chyba najbardziej mnie wqrvia na uczelni feudalny ustrój. Dwa razy mi się zdarzyło, że profesor powiedział, że nie jest zainteresowany badaniami zewnętrznymi za kasę i żeby z jego podwładnymi o tym nie rozmawiać, bo też nie są zainteresowani. A to często drobne zlecenia za kilka(naście) tysiaków, idealne żeby doktorant coś sobie dorobił i się przy okazji czegoś pożytecznego nauczył. A grube tematy to jeszcze gorzej, prawie każdy jest w stanie zabić centrum transferu technologii. Bo po pierwsze osoba, która wykonuje projekt pracuje przecież na sprzęcie uczelnianym, w godzinach pracy, to czemu ma dostać dużo kasy (więc oczywiście jak ma pracować za ułamek wynagrodzenia uczelni to traci zapał i ochotę). A dwa, to własność intelektualna, która zostaje po projekcie. W szczególności stare dziady z władz uczelni, ale i młodzi prawnicy bez doświadczenia albo z doświadczeniem ze sfery budżetowej, wyobrażają sobie że przy okazji współpracy z przemysłem zrobią sobie z licencji drugą emeryturę a dla uczelni źródło dochodu na lata. Negocjacje z nimi są często tak oderwane od rzeczywistości, że juz na początku spotkania wiadomo że to będzie strata czasu. A na końcu cierpią młodzi pracownicy , którzy chętnie wzięliby udział w takim projekcie i przytulili trochę kasy. W USA siadasz z profesorem, ustalacie warunki współpracy a uczelnia potem wspiera ze swojej strony projekt jak może. Czyli w praktyce udostępnia sprzęt oraz jak trzeba deleguje dodatkowych ludzi do projektu (wiadomo że młodych, którzy chcą dorobić). Większość kasy otrzymuje zespół wykonujący badania, wszyscy na końcu zadowoleni. Dla równowagi napiszę, że sporo badań zlecam na uczelnie (bo kompetencje i wiedza tam są), ale to bardziej na zasadzie osobistych kontaktów, niż aby mi system w tym pomagał. Marnuje się w Polsce ogromny potencjał, klepią goście kolejne publikacje ale w ograniczonym zakresie korzysta na tym społeczeństwa oraz gospodarka.

@Chrobry bo pewnie to te doświadczenia ze sfery budżetowej, o których piszesz. Dla tych ludzi nie liczy się cokolwiek poza pensją która co miesiąc i tak spływa - czy się starają, czy nie. Więc, punkcików naklepać (bo najważniejsze są oczywiście dodatki do pensji za takowe, nie żeby coś innego), okopać się na stołkach i tyle. A że jeszcze wiele lat im zostało zanim "śmierć zwolni z obowiązku" (bo sami nigdy nie odejdą) to cóż...

Ja się niezmiernie cieszę bo na doktoracie trafiłem na profesora o którym mówisz. Siadaliśmy przy kawce, dyskutowaliśmy, robota szła. Nie blokował mi niczego, pomagał szukać pracy bo wiedział co na uczelni słychać. Przedstawiciele firm przychodzili do niego, ale, jak było dalej to oczywiście napisałeś.

Ostatnio wspominaliśmy projekt sprzed kilku lat który mieliśmy, w rozmowie z kimś spoza uczelni. Owszem, po czasie człowieka boli jak się dowiedział że 3x tyle co my (młoda ekipa) zgarniał jeden wielki profesor za "opiekę merytoryczną" ale ja miałem to w nosie, cieszyliśmy że kasa jakaś była, co się nauczyliśmy to nasze. A taka atmosfera jaka się naturalnie wytworzyła była bardzo twórcza. I to jest jeden z powodów dla którego jestem z tych wątpiących w polski system betonu.

Właśnie wyjeżdżając z Rzeszowa widziałem bilboard zachęcający do studiowania na politechnice. Ciekawe czemu trzeba takie plachty stawiać przy autostradzie, może dlatego że ten sam beton skutecznie do studiów zniechęcił?

@jedzczarnekoty Jak kolega z Rzeszowa to mam fajną historyjkę. Miały być wykonane pomiary próbek (nie będę pisał jakich bo to tak niszowe tematy że łatwo potem ustalić personalia). Dla uczelni wydawałoby się fajny temat bo próbek dużo a pomiar powtarzalny. Nic tylko postawić za spektrometrem doktoranta i jazda. No i profesor podaje cenę pomiaru dwunastokrotnie wyższą niż UJ. Ja ze zdziwieniem pytam, skąd taka różnica. Rozumiem trochę drożej ale ponad dziesięciokrotnie? I otrzymałem odpowiedź, cytuję "ponieważ jesteśmy najlepsi". Uczelnia rzeszowska.

Zaloguj się aby komentować