@jedzczarnekoty zapraszam, to zobaczysz jak "sami"
Tu rzeczywiście się zagalopowałem. Napatrzyłem się na tą autonomię akademii i mózg mi stawał w poprzek ile nonsensów uczelnia wprowadza sama chyba na złość sobie, przez nikogo nie zmuszana. Wiadomo, demokracja demokracją ale to wąskie, archaiczne i anachroniczne grono profesorskie chce ustalać warunki między sobą. Pracowałem na kilku uczelniach i mam porównanie, za granicą naprawdę potrafią się dobrze zorganizować. Ten etap mam za sobą, ja z tych co odeszli Też uważam, że to komuna przeorała mózgi, niestety nie udało się wprowadzić na polskich uczelniach zmiany pokoleniowej na poziomie zarządzania. To nie tak że młodziak musi być lepszy lub nie może postępować nieetycznie, ale młodzi mają przynajmniej zrozumienie, że jak przychodzi ktoś z przemysłu to temat zazwyczaj jest trudny i nowoczesny skoro nie ma dla niego rozwiązania z półki. Ale chyba najbardziej mnie wqrvia na uczelni feudalny ustrój. Dwa razy mi się zdarzyło, że profesor powiedział, że nie jest zainteresowany badaniami zewnętrznymi za kasę i żeby z jego podwładnymi o tym nie rozmawiać, bo też nie są zainteresowani. A to często drobne zlecenia za kilka(naście) tysiaków, idealne żeby doktorant coś sobie dorobił i się przy okazji czegoś pożytecznego nauczył. A grube tematy to jeszcze gorzej, prawie każdy jest w stanie zabić centrum transferu technologii. Bo po pierwsze osoba, która wykonuje projekt pracuje przecież na sprzęcie uczelnianym, w godzinach pracy, to czemu ma dostać dużo kasy (więc oczywiście jak ma pracować za ułamek wynagrodzenia uczelni to traci zapał i ochotę). A dwa, to własność intelektualna, która zostaje po projekcie. W szczególności stare dziady z władz uczelni, ale i młodzi prawnicy bez doświadczenia albo z doświadczeniem ze sfery budżetowej, wyobrażają sobie że przy okazji współpracy z przemysłem zrobią sobie z licencji drugą emeryturę a dla uczelni źródło dochodu na lata. Negocjacje z nimi są często tak oderwane od rzeczywistości, że juz na początku spotkania wiadomo że to będzie strata czasu. A na końcu cierpią młodzi pracownicy , którzy chętnie wzięliby udział w takim projekcie i przytulili trochę kasy. W USA siadasz z profesorem, ustalacie warunki współpracy a uczelnia potem wspiera ze swojej strony projekt jak może. Czyli w praktyce udostępnia sprzęt oraz jak trzeba deleguje dodatkowych ludzi do projektu (wiadomo że młodych, którzy chcą dorobić). Większość kasy otrzymuje zespół wykonujący badania, wszyscy na końcu zadowoleni. Dla równowagi napiszę, że sporo badań zlecam na uczelnie (bo kompetencje i wiedza tam są), ale to bardziej na zasadzie osobistych kontaktów, niż aby mi system w tym pomagał. Marnuje się w Polsce ogromny potencjał, klepią goście kolejne publikacje ale w ograniczonym zakresie korzysta na tym społeczeństwa oraz gospodarka.