699 + 1 = 700


Tytuł: Czyż nie dobija się koni?

Autor: Horace McCoy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

ISBN: 9788381165761

Liczba stron: 152

Ocena: 6/10


L.A., czasy Wielkiego Kryzysu. Robert, marzący o karierze reżyserskiej młodzian bez powodzenia szukający choćby drobnego angażu w Hollywood, spotyka Glorię, zgorzkniałą dziewczynę z silnymi tendencjami samobójczymi, która również bezskutecznie usiłowała się wkręcić do świata filmu. W nadziei na zaistnienie oboje biorą udział w maratonie tanecznym.


To krótka powieść, składająca się głównie z dialogów i zwięzłych opisów, mająca jednak drugie, wciąż aktualne dno. Uczestnicy maratonu tanecznego, robiący z siebie małpki cyrkowe bardziej z chęci zaistnienia, niż rzeczywistej desperacji, silnie kojarzyli mi się z dzisiejszymi aspirującymi influencerami, którzy tak samo potrafią się upodlić w reality shows czy na YT, robiąc kasę i zasięgi przede wszystkim stojącym za tego rodzaju przedsięwzięciom ludziom.


Aczkolwiek dla mnie osobiście cała historia, a zwłaszcza finał, były zbyt oszczędnie napisane i pozbawione emocji, by powieść mnie zachwyciła. Może dla odmiany film mi się bardziej spodoba


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

b3d84efd-cd33-48f3-aace-6a1f98ba0969

Komentarze (14)

O, ale mi się przypomniało!


Mnie się ta książka, z tego co pamiętam, ogromnie podobała. Właśnie ze względu na oszczędność środków, ale też ze względu na konstrukcję. Lubię ten zabieg, który pewnie się jakoś nazywa, ale ja nie wiem jak, kiedy od początku wiadomo co się stało, a pytaniem, na który odpowiada cała reszta historii jest "jak do tego doszło?".

@moll


Ja wiem co to jest retrospekcja, może jestem dureń, ale nie aż taki.


Chodziło mi bardziej o zabieg kompozycyjny, tak jak jest klamra kompozycyjna, tak napisanie całej książki w ten sposób pewnie też się jakoś nazywa. Inaczej nie mieliby co robić na tych filologiach, jakby takich bzdur nie wymyślali.

@AndzelaBomba Być może masz rację, nawet pewnie masz rację, ale to brzmi bardzo ogólnie. A jestem niemal pewien, że ten szczególny przypadek też ma swoją nazwę. Bo czemu by nie?

@George_Stark no ale właśnie jako zabieg kompozycyjny, gdzie otwarciem jest wydarzenie końcowe, a cała reszta prowadzi do wyjaśnienia prologu. Po co to oddzielnie jeszcze nazywać?

@moll Albo od prowadzącego! On pewnie ma swoje definicje, ale ważniejsze jest to, że to on ma rację!


@AndzelaBomba No to trzeba zrobić rewizję definicji. Albo ich syntezę. Albo analizę. A i jeszcze jakiś grancik można przy okazji przytulić!

Zaloguj się aby komentować