632 + 1 = 633
Prawdziwa ludzka fasolka w #piechuroglada
----------
Tytuł: Drive
Rok produkcji: 2011
Reżyseria: Nicolas Winding Refn
Kategoria: #akcja
Czas trwania: 100 min
Moja ocena: 7/10
Bezimienny i tajemniczy kierowca wplątuje się w sytuację, która w krótkim czasie bardzo skomplikuje jego dotychczasowe życie.
Film zestarzał się gorzej, niż przypuszczałem, ale i tak można oglądnąć go z przyjemnością. To, co w dalszym ciągu robi największe wrażenie, to sceny akcji, a przede wszystkim ujęcia przemocy - reżyser wprawnie buduje przed nimi napięcie i rozwiązuje go w eksplozji nagłej i dosadnej brutalności. Synthwave'owy soundtrack dobrze współgra z ładnie skomponowanymi i oświetlonymi kadrami. Przechodząc do tego co nie działa, to niestety jest to poprowadzenie Goslinga. Celowo piszę o poprowadzeniu, bo uważam, że Refn kilkakrotnie przekroczył granicę fajności i wkroczył na terytorium cringu ze stworzoną przez siebie postacią silnego, stoickiego bohatera. Cała historia to trochę fantazje miękiszona na temat tego co wydaje mu się męskie: jest milczący kierowca, który co prawda działa wbrew prawu, ale ma twarde zasady, jest szara myszka, jest i motyw zemsty. Wiem mniej więcej do kogo to trafia, bo widziałem w prawdziwym życiu dwóch gości ubranych jak główny bohater (jeden miał nawet rękawiczki do jazdy, choć jeździł autobusem xD) i jeśli chodzi o prezencję to bliżej im było do reżysera filmu niż do Ryana Goslinga. Tak czy siak, jeśli jakoś przełknie się te nieco zbyt przerysowane elementy oraz przeciągnięte pauzy w dialogach, to można oglądnąć ten obraz z przyjemnością. Mi najbardziej podobał się Albert Brooks w roli lokalnego gangstera. Polecam jako ciekawy miks powolnego kina z elementami Tarantinowskiej przemocy.
#filmy #kino #filmmeter
