19. Maraton Pieszy „Sudecka Żyleta”
71 km | 3695 m przewyższenia | 1639
Nie wiem już, który to mój Żyletowy raz, ale najwyraźniej cierpienie w Sudetach weszło mi już w kalendarz . Było wszystko: mgła, słoneczna patelnia, strome podejścia, krzaki, nocne przedzieranie się przez las i tunel wyglądający jak wejście do horroru . Po drodze zajadałem kwaśnicę, naleśniki, Snickersy, chipsy i hektolitry płynów. W schronisku przez pomyłkę kupiłem Colę Zero co było poważnym błędem taktycznym. Na trasę założyłem zajechanie skarpety merino i już po 20 kilometrach się przetarły na piętach. Gdy na jednej nodze zaczął pojawiać się odcisk dziurę w skarpecie załatałem kawałkiem mikrofibry. W nocy wyleciał mi z krzaków przyjazny wilczur, który przez kilometr uznał, że zostanie moim przewodnikiem. Były też podejścia, na których pozycja czworonożna okazała się zdecydowanie bardziej ekonomiczna niż chodzenie wyprostowanym . A gdy nocą zbliżałem się do Głuszycy, zamiast ciszy gór usłyszałem BUM BUM BUM — CYK CYK CYK, bo trwała impreza techno . Przy „Adagio for Strings” Tiësto nogi same chciały tańczyć, ale niestety miałem jeszcze kilka kilometrów do mety . Ostatnie kilometry maszeruję przy świetle księżyca i w końcu META!
Wakacje się skończyły pora zacząć myśleć coś o bieganiu i planować kalendarz na 2027.
#zbuta #trekking #gory