@Trypsyna Ja na początku przygody z bieganiem miałem takie jebnięcie z nieba pewnej myśli, było to niczym piorun: "po co to wszystko?". Aż się na chwilę zatrzymałem, nastąpiła zaduma, motywacja zniknęła, no i zrobiło się smutno. Na szczęście tylko raz się takie coś przytrafiło, tak na poważnie.
Teraz, gdy forma lepsza, to jest wola walki i jak jest trening, to trzeba go wykonać do końca. Można poświęcić te truchty na aktywną regenerację, rozluźnienie czwórek, bo te akurat u mnie dają się we znaki, ciągle na pompie, jakby mało regeneracji.