1 402,73 + 2,97 = 1 405,7

@Z_buta_za_horyzont miał rację - tęsknię za -14, ponieważ dzisiaj spociłem się niemożebnie.


Bieganie to dla mnie nie tylko praca nad kondycją, ale także nad charakterem. Pomaga mi z perfekcjonizmem, prokrastynacją i #depresja.


Z perfekcjonizmem, ponieważ obudziłem się później, niż zamierzałem, i już miałem rozwalony plan dnia. Coś, czego wciąż się uczę, że nie mam na wszystko kontroli i często trzeba się dopasowywać do tego, co akurat się dzieje w życiu.


Z prokrastynacją, ponieważ mam ogromny problem z odkładaniem rzeczy na wieczne nigdy, na czym ogromnie cierpi mój blog i moja „kariera pisarska”. Gdy się obudziłem, też chciałem przełożyć bieganie na później - całe moje ciało krzyczało, że nie chce biegać, jednakże zmusiłem się i poszedłem. Nie wiadomo, czy później czułbym się lepiej czy może jednak gorzej, trudno to przewidzieć. A tak mam to już za sobą.


Z depresją, ponieważ po bieganiu czuję się kapkę lepiej. Jasne, można tutaj wrzucić mema, że „jak ręką odjął”, ale rzeczywiście coś w tym jest, że ruch na (nie)świeżym powietrzu poprawia humor. Dzisiaj mija trzeci miesiąc, odkąd wylądowałem na L4 i przez ten czas niewiele zrobiłem: blogasek świeci pustkami, nie napisałem żadnego opowiadania (oprócz jednego króciaka na trzy zdania), niemiecki też leży. A przecież nie mógłbym sobie wyobrazić lepszych warunków, skoro obecnie mam zero obowiązków i masę wolnego czasu.


Bieganie sprawia, że mam chociaż jedną rzecz odhaczoną jako zrobioną, daje mi poczucie, że jednak coś robię, namacalnego, ponieważ zapisuję każdy bieg i widzę, jak łącznie przebiegnięty dystansu, pomału bo pomału, ale jednak rośnie. Co daje mi nadzieję, że skoro udaje mi się to z bieganiem i powoli wchodzi mi to w rutynę na tyle, że nie mogę się doczekać kolejnego razu, to może i z pozostałymi moimi zainteresowaniami się uda: z tworzeniem czy nauką właśnie. Obie te rzeczy sprawiają mi przyjemność, ale mam ogromne trudności z zabraniem się za nie, sam nie wiem dlaczego. Chyba z lęku przed porażką, że sobie nie poradzę. Że opowiadanie czy recenzja nie wyjdzie tak, jakbym tego chciał, że nie uda mi się zrozumieć nowych zasad albo zapamiętać słówek czy zwrotów. Głupie to, zdaję sobie z tego sprawę, ale bardzo mi to przeszkadza.

Więc tak sobie truchtam powoli co te trzy dni i równie powoli uświadamiam sobie, że robienie rzeczy nie jest takie straszne, na jakie wygląda.


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu


#sztafeta #bieganie

99176c44-8bba-4cf0-bfe4-00aa302ea540

Komentarze (4)

AdelbertVonBimberstein

@cyberpunkowy_neuromantyk bieganie- generalnie każda systematyczna aktywność- buduje dyscyplinę. A dyscyplina daje ci pewność działania bo nie polegasz na tym czy dzisiaj dopamina odpowiednio sobie leci w mózgu, czy może jednak glebi przez pogodę, zły sen albo problemy (zawodność motywacji). Po prostu robisz to: jak mycie zębów, higiena rąk po sraniu czy przeżuwanie.

Dodatkowo ruch zabija nudę i tam w mózgu są odpowiednie procesy chemiczne ruszone - nigdy nie miałem po biegu uczucia, że nie było warto- chociaż często wszystko wolało: nie rób tego!

Warto też budować dyscyplinę w mniejszych rzeczach: codzienne pościelenie, albo chociaż poprawienie, łóżka po wstaniu, wyniesienie talerza po jedzeniu (nie zawsze mi się udaje ), albo zwłoka z tym czego bardzo pragniemy, odsunięcie tego o kontrolowany, nawet krótki czas. Tak robię ze śniadaniem- jestem bardzo głodny jak późnym porankiem wracam do domu ale przykładam się do krojenia rzodkiewki i ogólnie do staranności udowadniając sobie, że to nie instynktu i emocje mną rządzą (trochę rządzą no ale nie całkiem ) tylko mam nad nimi jakąkolwiek kontrolę.

cyberpunkowy_neuromantyk

@AdelbertVonBimberstein


Staram się postępować w podobny sposób.

onpanopticon

@cyberpunkowy_neuromantyk zgodzę się z Adelbertem i dodam od siebie.


Z czasem i regularnością przychodzą też inne zalety. To, że Twój organizm będzie tego chciał, więc będzie ci łatwiej iść biegać, niż siedzieć w domu, bo ci będzie niewygodnie jak odpuścisz zbyt długo.


Regularnością w zeszłorocznym jeżdżeniu, gdzie nie odpuszczałem praktycznie żadnego dnia i jeśli tylko zdrowie pozwalało to był rower. Jak go nie było, to chociaż spacer.


Doprowadza do to tego, że obecnie źle się czuje, jak nie wyjdę pokręcić, czy polazic. Czuję się "brudny" i tak jak wówczas ide się myć, tak tu wychodzę na dwór po swoją dawkę aktywności, żeby tego smrodu się pozbyć. Stało się to rutyną i koniecznością. A dzięki temu samopoczucie też rośnie, firma rośnie, wszystko się zazębia Już nie wychodzę bo wypada, nie wychodzę na trening, nie wychodzę bo coś. Wychodzę bo bardzo chce i bardzo muszę, jak z zadymionego pomieszczenia na świeże powietrze.

cyberpunkowy_neuromantyk

@onpanopticon

Zauważyłem to już w przypadku biegania, że nie mogę się doczekać kolejnego razu, ponieważ po prostu sprawia mi to przyjemność.

Staram się, żeby wypracować taką chęć także w przypadku pozostałych moich zainteresowań.

Zaloguj się aby komentować