Dawno tak nie zmarzłem jak wczoraj, w prognozach było 16, a na trasie nawet 4… Nawet podjazdy za bardzo nie pomagały. No ale czego nie robi się dla fajnych fotków:)
#szosa #rower
Nie da się ukryć, że jest coraz zimniej, ale przecież nic nie rozgrzewa tak jak 12% podjazd. A jak się już tam wkula, to okazuje się, że słońce nie tylko przyjemnie przygrzewa, ale też robi super obrazki
#gravel #rower
@mnie_tu_nie_ma podchwytliwe pytanie:). zdjęcie zrobione we Włoszech, ale patrzy na górki w Słowenii. a wszystko to rzut beretem od Austrii. Jezioro nazywa się di Fusine, i latem odbywają się tam całkiem spore koncerty plenerowe pod hasłem no border festival
Wybrałem się do Friuli, jak w zwykle w poszukiwaniu ładnej pogody, ale tym razem prognozy były kompletnie nietrafione. Zamiast zapowiadanych słonecznych 23C, było tak szpetnie chmurzasto, że żadne zdjęcie się nie nadaje. Za to znowu wpadłem na jakieś zamknięcie trasy, tym razem z powodu festynu w jakiejś koziej wólce. Udało się jakoś to objechać i nie musiałem wracać i nadrabiać drogi w tych wątpliwych warunkach. Nie muszę chyba dodawać, że jak wróciłem do domu to było piękne słońce…wrrrr. #szosa #rower
Dla takich widoków warto było się wgramolić na 1500m, nawet jeśli czasami było 19%. Trochę zimniej niż wskazywałyby na to prognozy pogody, za to drogi ciche i puste. Dwa dni temu tylko 16 bo guma. #szosa #rower
W niedzielę było 3 stopnie i lało co oznacza, że w górach sypnęło śniegiem. Na szczęście wróciło cieplejsze powietrze i znów można się delektować jesiennymi pejzażami
#szosa #rower
Testowałem dziś kurtkę deszczo - wiatroodporną od YKYWBIKE, firmie którą wielu jutuberów poleca ze względu na jakość. Startowałem przy 10C, i miałem na sobie tylko tą kurtkę i cienką techniczną bluzę z długim rękawem. Na początku ok, dobre zabezpieczenie przed wiatrem, natomiast po 2h intensywnej jazdy było bardzo wilgotno od spodu, co przy spadku temperatury do 6 stopni powodowało nieprzyjemne uczucie zimna, szczególnie na ramionach. Poza tym kurtka jest fajnie dopasowana, ma zamek dwustronny, kieszenie ok i myślę że fajnie się sprawdzi dla kogoś, kto jeździ spokojniej. Sprawdzę jeszcze czy inny materiał pod spodem coś zmieni
#szosa #rower
Jeszcze w zeszłą niedzielę było lato, a potem już tyko lało. Polazłem nawet na trenażer, ale wytrzymałem 25km, nie lubię paskudztwa. Kolejnego dnia trochę mnie więc zlało, także dziś wynagrodziłem sobie wycieczką w moje ulubione słoweńsko-włoskie rejony. Co prawda nie wszytko poszło idealnie, musiałem zmieniać trasę w biegu, bo część okazała się zamknięta przez rajd samochodowy, i wyszło mniej pod górkę, ale co tam. Fajnie było jeszcze raz na krótko #szosa #rower
221 327 + 46 + 95 = 221 468
Takiej pogodzie nie można odpuszczać, ale dawno się tak nie zmęczyłem. Wcale nie były to jakieś ciężkie podjazdy, a jechało się jakby mi ktoś pług przyczepił. Wczoraj pętla wkoło lokalnego jeziorka, dziś Friula
#szosa #rower
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik
221 005 + 35 + 26 = 221 066
Wyszło tak ładne, że wyjątkowo nie będę oszpecał statami ze stravy. Dwa razy popracowe interwały
#szosa #rower
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik
wystarczy, że raz człowiek się wyluzuje i nie sprawdzi dokładnie pogody z wiatrami, i już w ryło leci jakiś dziki wichur. na powrotnej rzecz jasna, bo czemu nie. poza tym, cieszą temperatury i słoneczko
Tak to jest, ale ciesz się, że chociaż nie lało. Na zakończenie urlopu chciałem pokręcić po 2 tyg. przerwie*, do tego mając 6h wolnego czasu, no to pada. Na zmianę się nie zanosi, chmury są od horyzontu po horyzont.
W końcu przestało podać i można pokręcić. Wciąż na na krótko, bo całkiem ciepło. Rok temu o tej porze pojawił się pierwszy śnieg na okolicznych górach, na szczęście teraz takie sytuacji nie wchodzą w grę.
@Stashqo tak przedstawia "relative effort" ze Stravy, co może bliżej jest do współczynnika trudności aktywności. Strava pisze, że liczy się skoki HR vs max HR - im więcej idzie się full gas i im dłużej trwa cała aktywność, tym współczynnik większy
Jak co roku w moje okolice zawitało lekko licząc ponad 100k fanów robienia pyr-pyr. Cała okolica zajebana motorami, hałas nie do zniesienia, w promieniu 100km są dosłownie wszędzie. Ewakuowałem się w okolice Taipany, odpowiednika bieszczadzkich Ustrzyków, ale na granicy włosko-słoweńskiej. Piękne trasy, puste, niektóre z nówką asfaltem, jakby tam w przyszłym roku miała lecieć trasa Giro. W ciągu godziny minęło mnie może 4-5 aut, poza tym nikogo. Oprócz niedźwiedzi, bo oczywiście, jak na lokalne Ustrzyki przystało, występują tam misie - tak twierdziły licznie usytuowane tablice. Żadnego nie widziałem, co wcale nie przeszkadzało mi o nich myśleć, szczególnie jak bardzo nikogo w pobliżu nie było. Po powrocie do domu postanowiłem zweryfikować czy faktycznie zapędziłem się w te okolice i hmm, gmina Taipana jest jednym z trzech miejsc w Włoszech gdzie można je spotkać, przechodzą tu ze strony słoweńskiej, i w zeszłym roku doliczono się siedmiu przebywających w okolicy jednocześnie. Muszę dopracować to planowanie tras
To zdecydowanie jeden z najładniejszych dni tego lata. W sam raz na bicie rekordu na setkę, który to pomysł już od dłuższego czasu za mną łaził. Poszukałem jak najbardziej płaskiej trasy w okolicy, na tyle, na ile to u mnie możliwe, napchałem żeli po kieszeniach i pognałem. Na początku rzecz jasna pod wiatr :/. No i udało się, wynik satysfakcjonujący, ale przyznam, że jednak wolę nieco wolniej, bo ta jazda to był nieustanny dialog z licznikiem, z permanentnym wpatrywaniem w cyferki, a tu wkoło taki piękny świat i pogód.