Dyskusja użytkownika Wyrocznia
Zastanawiam się, czy przez te osiem lat Partia choć raz zaproponowała zmianę prawa, które ograniczałoby jej władzę?
Pytam serio: ktoś takie coś pamięta?
- Np. teraz Adrian, chyba w ramach ratowania swojego wizerunku po klepnięciu putinowskiej komisji, postanowił zaproponować ustawę "o współpracy". Poprzedził ją orędziem, w którym treści było mniej niż w tym zdaniu. Było za to dużo kłamstw o tym, jaki to Adrian jest i zawsze był proeuropejski, ho ho! Normalnie jakby nie podpisywał tych setek autorytarnych ustaw, jakby nie wiedział w czym bierze udział (chłop jest doktorem prawa UJ, przypominam), jakby nie nominował już kilku tysięcy nielegalnych sędziów i zupełnie jakby nie firmował swoją buźką-puśką wojny kulturowej, którą jego przełożony z Żoliborza wypowiedział Zachodowi.
- To tylko n-ty odcinek telenoweli pod tytułem "zła Partia, ale dobry prezydent". W poprzednich sezonach "prezydent wybijał się na niepodległość", "zaznaczał swoją odrębność" i "starał się łagodzić szaleństwa Nowogrodzkiej". Każdy sezon zaczynał się od wzbudzeniu w telewidzach nadziei na zmianę, po czym kończył się tą samą sceną finałową - albo Adrian z głupkowatym uśmiechem podpisywał jakąś ustawę, albo ze spiętą dupką wykrzykiwał na jakimś wiecu kremlowskie brednie o Unii, lewactwie, ekologii czy homoseksualistach. Potem wychodził trailer nowego sezonu i niektórzy sobie powtarzali, że tym razem to się z tej smyczy urwie.
Nie urwał się nigdy.
- Obecny sezon zaczął się wraz z wybuchem wojny. Nagle okazało się, że Polskę reprezentuje potężny mąż stanu, bywalec światowych salonów, który sam jeden jedyny staje przeciwko Putinowi i jego imperium. Fakt, Adrian zachowuje się w tej kwestii lepiej od tzw. rządu i zdaje się, że szczerze lubi się z Zełeńskim, ale chciałbym uprzejmie zwrócić uwagę, że proces choćby pompowania w system nielegalnych sędziów trwał w najlepsze od pierwszych dni wojny, o czym zresztą wtedy pisałem. Adrian spokojnie dogrywał z KE deal, którego Partia nie zamierzała wypełnić, nie zaproponował ani jednej ustawy, która miałaby odblokować KPO, za to nie oponował przeciwko tym, które wizję przelewu oddalały.
- Krótko mówiąc: był takim samym oficerem Partii jak zawsze. Człowiekiem na stanowisku, które z automatu jest bardzo niezależne od rządu, ale mentalnie niezdolnym do posiadania własnego zdania i podmiotowości. Finałem sezonu było podpisanie ustawy o ruskiej komisji, co po raz kolejny niektórych zdziwiło.
- Rusza nowy sezon, a w nim Adrian jest nagle Europejczykiem. Oraz zatroskanym o losy ojczyzny mężem stanu. I jako taki proponuje "ustawę o współpracy". Czasy są trudne, a za dwa lata Polska ma objąć prezydencję w Radzie UE. Dlatego trzeba zawiesić broń na ścianie i działać razem dla dobra ojczyzny. Brzmi bardzo koncyliacyjnie, prawda? Normalnie widz, który nie oglądał poprzednich sezonów, mógłby pomyśleć, że idzie jakieś nowe.
Normalnie Pax Adriana.
Hehe. Nie.
- W projekcie "ustawy o współpracy" stoi np. to: "Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wyraża zgodę albo odmawia zgody na desygnowanie kandydatów na stanowiska, o których mowa w ust. 1, w terminie 21 dni od dnia przedłożenia przez Radę Ministrów propozycji kandydatur". O jakie stanowiska chodzi? Ano o:
- członka Komisji Europejskiej
- członka Trybunału Obrachunkowego
- sędziego TSUE
- rzecznika generalnego TSUE
- członka Komitetu Ekonomiczno-Społecznego UE
- członka Komitetu Regionów
- dyrektora w Europejskim Banku Inwestycyjnym
- Dla porządku dodajmy, że Adrian chce mieć natychmiastowy wgląd we wszystkie unijne dokumenty w rękach rządu, współtworzyć priorytety polityki unijnej, rząd musiałby konsultować z nim stanowisko na Radę Europejską, na której posiedzeniach Adrian miałby zagwarantowane miejsce.
- Krótko mówiąc: Adrian chce mieć prawo blokowania kandydatów na w zasadzie każde stanowisko w unijnych strukturach oraz wpływ na całą politykę rządu wobec UE. Jakieś kryteria? Nie. Tylko jego nieskończona mądrość. Oczywiście pozostaje to bez związku z faktem, że jesienią Partia może stracić władzę i nowych kandydatów wysuwałby opozycyjny rząd. Adrian by tego przecież nie zrobił, prawda? Przecież chodzi o współpracę. Przecież on jest tym dobrym.
- Osiem lat mija, a mnie nadal czasem zaskakuje, że oni robią to wszystko tak otwarcie. Są jak taki nielubiany dzieciak, który zmienia reguły gry tak, by zawsze wygrywać. Gdy Polska przewodniczyła UE w 2011, jakoś nie trzeba było specjalnej ustawy, by rozdzielić obowiązki między rząd i prezydenta. I jakoś nie była potrzebna w trakcie prawie półtora roku wojny w Ukrainie, co nie? Dopiero, gdy w oczy zajrzało widmo utraty władzy, a przewidywalnym finałem zakończył się kolejny sezon adrianowej telenoweli, dopiero wtedy NAGLE OKAZAŁO SIĘ, że taka ustawa jest konieczna.
To bardzo dobrze prognozuje na te wybory, prawda? Dla mnie takie zachowanie to solidna gwarancja, że będą uczciwe, serio.
- I oczywiście zawsze jest dokładnie ten sam modus operandi. Partia (nie traktuję Adriana jako oddzielny byt, bo nim nie jest) wybiera coś, co do tej pory działało, mówi, że jednak wymaga to naprawy, proponuje jakąś ustawę naprawczą, generuje informacyjny chaos, a po cichu próbuje przemycić przepisy, który zawsze, ale to absolutnie zawsze, dają jej więcej władzy. No bo, ponawiam pytanie z początku, czy oni choć raz się cofnęli? Czy choć raz Partia uznała, że nikt nie powinien mieć aż tyle władzy, bo to prowadzi do nadużyć? Ktoś takie coś pamięta?
Bo ja nie.
- Dlatego z optymizmem patrzę na wybory. Jestem w 100% pewien, że jeśli Partia przegra, to grzecznie odda władzę, jak każde demokratyczne ugrupowanie przed nią. A jak już ją odda, to nie będzie paraliżować nowego rządu, np. poprzez, no nie wiem, zagwarantowanie sobie możliwości całkowitego zablokowania polityki unijnej.
Tak będzie. Serio. Ja w to wierzę.
Bo przecież w Polsce jest demokracja.
#jebacpis #bekazpisu #wiadomoscipolska #putinowskapolska #polityka
(Tekst nie mój, źródło: Doniesienia z putinowskiej Polski na fb)

