Witajcie! Na wstępie chciałbym podziękować za (jak dla mnie) zaskakujący odzew od Was na temat mojego pierwszego wpisu. Chciałbym tylko napisać, żeby to było jasne, że nie przychodzę tu dla atencji, piorunów (za które bardzo dziękuję), lecz dla tego, by przelać swoje myśli i porozmawiać z Wami. Bardzo wam dziękuję.


Z góry też przepraszam, że nie dam rady wejść tu częściej niż raz dziennie, by odpisać na Wasze komentarze i wiadomości, różne obowiązki sprawiają, że wolną chwilę znajduję praktycznie w nocy, albo trochę częściej - w weekend.


Zanim rzeczywiście przejdę do opisywania moich problemów, warto, żebyście poznali i dowiedzieli się jak to wszystko się zaczęło i co mnie trapi.


Otóż na samym początku "otrzymania" choroby, jako inteligentny i dbający o siebie człowiek, bardzo na serio wziąłem sobie za cel, by cukrzyca nie była przeszkodą i by zadbać o swój organizm możliwie jak najlepiej. W momencie przyjęcia mnie do szpitala i mojej diagnozy, otrzymałem mnóstwo wiedzy i informacji, które chłonąłem jak gąbka. Różne szpitale w Polsce uczestniczą w projektach (wiele z nich sponsoruje UE), które pomagają chorym w edukacji, zrozumieniu choroby, potencjalnych powikłań, oraz wysyłają na dodatkowe badania i programy związane z żywieniem, czy testowaniem różnych nowinek mających na celu ułatwienie życia z cukrzycą. 


Pierwsze lata były bardzo dobre, moje wyniki były na na prawdę dobrym poziomie i mój prowadzący lekarz diabetolog - tylko lekko korygował moją terapię dostosowując ją do zmieniającego się mojego trybu życia - zakończenie studiów, regularna praca, zmiana miejsca zamieszkania, wyjazdy itd.


Cukrzyca to taka ciekawa choroba, można ją porównać trochę do gry komputerowej, gdzie w baaaardzo dużym uproszczeniu musimy utrzymać cukier najbliżej poziomu wynoszącego 100 mg/dl. Poniżej 55 (różne źródła mówią różnie od 55 do 70) następuje zagrożenie życia w formie natychmiastowej śpiączki, a powyżej 180 - zagrożenie powikłaniami i również ewentualną śpiączką. To w takim na prawdę dużym uproszczeniu.


Kiedy idzie wam dobrze w grze, czujecie satysfakcję i radość, że udaje się wam utrzymać wymagane poziomu bo to znaczy, że czeka was zdrowe i długie życie. Gorzej się robi, kiedy nowe update w grze i nowe DLC sprawiają, że gra staje się trudniejsza i bardziej niestabilna.


Jak teraz o tym na surowo myślę, to wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że tak jest, ale mój organizm, a zwłaszcza mózg - zaczął mówić "dość".


Cukrzyca, to ciągłe myślenie o tym co się je, ile podaje się insuliny i jaki będzie tego efekt. W pewnym momencie mój organizm poczuł, że życie w ciągłej obawie o super wyniki staje się zbyt dużym obciążeniem. Pojawiły się u mnie pierwsze napady paniki, których wtedy jeszcze nie rozumiałem. Organizm na chwilę bez żadnego powodu wchodził w "tryb stres", co sprawiało, że mimo dobrych (lub lekko wyższych poziomów cukru) czułem się słabo jakbym miał stracić przytomność, mimo, że żadne wyniki na to nie wskazywały. Dochodziły do tego też bóle głowy, więc skierowałem się do neurologa, a potem dalej na badania różnego typu i w dużym skrócie, efektem tego była ocena mojego stanu zdrowia - wszystko jest w porządku - i otrzymałem moje pierwsze w życiu leki psychotropowe, które po dwóch miesiącach wycięcia z życia społecznego postawiły mnie na nogi.


Wtedy traktowałem to jeszcze jako problem neurologiczny.


Co raz powstało w głowie - siedzi w niej na zawsze. Mózg jest moim największym przeciwnikiem (ale nie wrogiem), więc sytuacje nawracały, ale w bardzo małym stopniu i nie często. W pewnym totalnie losowym momencie dnia, myślałem, że zemdleję i potrzebowałem po prostu się położyć, przespać 2-3 godziny, wypocząć i sytuacja wracała do normy. Takie akcje pojawiały się raz na kilka miesięcy i wycinały cały mój dzień i usuwały niektóre plany.


Mimo to, zacząłem się trochę obawiać o ewentualne konsekwencje, jeśli cukier mam za niski, to mam bardzo podobne objawy (poczytajcie o objawach "hipoglikemii"). Podawałem więc trochę mniej insuliny, a cukier utrzymywałem na wyższych poziomach. Mój lekarz diabetolog odradził mi takich zachowań strasząc mnie, że zbyt wysokie wyniki ("hiperglikemia") spowodują po latach u mnie powikłania. I tak źle i tak niedobrze.


Mam nadzieję, że trochę już rozumiecie w jakiej karuzeli się znalazłem, a stało się to z dwóch powodów - zbyt niski cukier = zemdleję. Zbyt wysoki = powikłania.


Oczywiście mój mózg zaczął sobie wymyślać te wszystkie powikłania o których mówił lekarz, to było o tyle fascynujące dla mnie, że wiedziałem, że to ściema mojego mózgu i byłem o to spokojny. Mój mózg wybierał sobie mniej więcej co 10-15 dni "nowy objaw", a to bolała mnie ręka prawa, ale tylko gdy nie siedziałem przed komputerem, albo podnosiłem ją do góry, a to bolał mnie brzuch, ale w różnych okolicach, a to miałem drgania powieki, albo ucisk na jakiś mięsień. Wyniki krwi były świetne, to była tylko reakcja mózgu. Do dziś co jakiś czas ale w małym stopniu pojawia się jakiś taki objaw i wiem już, że to wyłącznie objaw psychiczny, reakcja mózgu.


Ale żeby nie było za łatwo, to dodam, że cukrzyca jest bardzo zmienną chorobą, której człowiek uczy się cały czas. Na lato i ciepły okres potrzebuję więcej insuliny bo "tak już mam", w chorobie też, bo organizm walczy, na niektóre insuliny człowiek się uodparnia po latach, więc trzeba je zmieniać. To są takie ciekawostki, które sprawiają, że chorobę trzeba cały czas dostosowywać pod siebie.


No i do sedna. Te wszystkie zmiany i ta cała gra stała się dla mnie trochę trudniejsza. Nie poddaję się, ale przez moje ostatnie problemy nie zawsze idealnie jest z moimi wynikami, które po prostu się pogorszyły. Dodatkowy stres, czyli myślenie o tym jak wpłynie to na przyszłość jest dla mnie dużym obciążeniem i właśnie z tym chcę walczyć. Z moim własnym mózgiem. Zrozumiałem, że to problem psychologiczny.


Mój lekarz po usłyszeniu moich ostatnich historii właśnie skierował mnie do specjalisty by ten problem rozwikłać. Kiedy poukładam sobie to w mózgu - dużo lepiej na nowo podejdę do mojej choroby i spowrotem wyprowadzę ją idealnie. Teraz nie jest bardzo tragiczne, ale moje wartości cukru oscylują wokół 220-240 średnio, co nie jest wynikiem dla mnie satysfakcjonującym, a sam podnoszę je celowo, bo boję się przecholować w drugą stronę, która jest większym zagrożeniem bo "nagłym".


Rozpisanie tego wszystkiego i poukładanie w głowie ma pokazać również mi, jakie błędy popełniam i jak to myślenie jest bez sensu, szkodzi tylko mi. Ale wiecie... łatwo jest powiedzieć - bierz więcej insuliny, a trudniej to wprowadzić, kiedy sam własny mózg staje murem bo wie i zna jakie są konsekwencje działania w jedną, czy drugą stronę.


To tak w bardzo dużym skrócie, ale w przyszłości na pewno będę starał się opisywać to lepiej, podawać konkretne przykłady, przedstawić jak zadziałałem i jak powinienem zadziałać poprawnie.


Na koniec jeszcze napiszę, że nie poddałem się i nie zamierzam w walce z chorobą, wykonuję pomiary, regularnie podaję sobie insulinę i dbam o siebie również fizycznie na tyle na ile się da. Moje wyniki badań poza cukrem są bardzo dobre i pomimo 14 lat z cukrzycą - jeszcze nie mam żadnych powikłań (mówi się, że pierwsze pojawiają się po 10-15 latach).


Zaczynam nad sobą pracować, bo zrozumiałem, że jest gorzej i wiem, że muszę to zatrzymać, żeby jeszcze bardziej nie zatracić się w tym szaleństwie. Już wiem teraz, że opisanie tego i wyrzucenie z siebie jest kolejnym krokiem w walce o powrót do normalności.


Jeśli macie jakieś pytania, lub chcielibyście, żebym wyjaśnił jakieś kwestie, lub coś więcej rozszerzył, to dajcie znać.


Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy dotarli tu do końca i życzę wam miłego dnia w gronie najbliższych lub najwspanialszych wam osób! (o wsparciu osób na pewno napiszę coś osobno).

Komentarze (1)

Zaloguj się aby komentować