#wiadomosciswiat #wenezuela #geopolityka

Felieton o tym dlaczego tylko pozornie to fajnie, że Stany zdejmują dyktatora i satrapę, który ciemiężył swój lud (1/3 Wenezualczyków poza krajem), albo raczej fajnie dla Wenezueli, ale nie dla reszty świata:

Artur Bartkiewicz: Atak na Wenezuelę a sprawa polska. Dlaczego należy się niepokoić?

Donald Trump dokonał właśnie efektownej projekcji siły w strefie wpływów, którą uznał za domenę Stanów Zjednoczonych. Jeżeli takie działanie uznamy za nową regułę w stosunkach międzynarodowych to z perspektywy Warszawy widać na horyzoncie bardzo ciemne chmury.


https://www.rp.pl/komentarze/art43589711-artur-bartkiewicz-atak-na-wenezuele-a-sprawa-polska-dlaczego-nalezy-sie-niepokoic

Komentarze (5)

@Fly_agaric Felieton z d⁎⁎y. Rosja zawsze robiła i będzie robić po swojemu - czyli projekcja siły w strefie wpływów, którą uznają za "swoją domenę". To, że USA sobie wjechało do Wenezueli nie jest niczym wykraczającym poza obecne stosunki dyplomatyczne. Tylko Rosja to nie USA. Oni nie zrobią efektywnego wjazdu, bo takiego po prostu nie potrafią zrobić.

@Thereforee Nie przeczytałeś dokładnie. Oczywiście, że kacapia zrobi po swojemu i wbrew rozsądkowi, ale:

Wenezuela nie stanowiła militarnego zagrożenia dla USA. Owszem, Amerykanie oskarżali Caracas o odpowiedzialność za zalewanie Stanów Zjednoczonych narkotykami, ale dotychczas tego typu oskarżenia nie stanowiły raczej casus belli w stosunkach międzynarodowych. Administracja USA na naszych oczach dokonała arbitralnej interwencji w Wenezueli de facto dlatego, że uznała, iż ma do tego prawo i może to zrobić. Bo w wyznaczonej przez nową narodową strategię bezpieczeństwa USA strefie wpływów swoistej doktrynie Monroe'a 2.0 Wenezuela jest w tej części świata, którą Amerykanie uznali za swoją.

i

Z perspektywy Polski taki nowy-stary paradygmat stosunków międzynarodowych, w którym po siłę wojskową sięga się tylko dlatego, że się ją posiada, a wszelkie inne uzasadnienie działania jest wtórne wobec tego faktu, może w dłuższej perspektywie być zagrożeniem o wymiarze egzystencjalnym. Polska jest ważnym państwem Europy, ale nie jest mocarstwem. W świecie stref wpływów byłaby zmuszona do szukania patrona – a niestety rzut oka na mapę świata pokazuje, że leżymy nie po tej stronie południka 0, w której można liczyć na bezwarunkowe zainteresowanie USA. Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany.

...

Zwłaszcza gdyby – wracamy do doktryny Monroe'ego 2.0 – okazało się, że główny filar NATO uzna, iż osiągnięcie „nowej strategicznej stabilności” w relacjach z Rosją jest ważniejsze niż dbanie o dobre samopoczucie mieszkańców Warszawy, Wilna, Rygi czy Tallina.

Ważny i interesujący punkt widzenia, bo dotychczasowe postępowanie Pomarańczowego wskazuje, że końcowe wnioski (pogrubiłem) są trafne.

Co do zasady się zgadzam, bo faktycznie korzyść z tego dla nas niewielka jeśli nie żadna, ale mam wrażenie, że ktoś tu wypatrzył zmianę której nie ma - USA dopiero co wycofały się z bliskiego wschodu, a teraz robią nacisk gdzie indziej. Teraz zrobią szybki przewrót w Wenezueli, może pojutrze w Meksyku. Silnym zawsze wolno było więcej i póki co nie zanosi się na zmianę, ostrzeganie przed takim światem mija się z celem bo już w tym świecie żyjemy, jest on faktem.

Druga kwestia, przedstawienie sytuacji jako "USA sobie pozwala, ktoś na to spojrzy i też sobie zacznie pozwalać": No tak jakby już tak jest. Rosja sobie pozwala odkąd żyję i oddycham. Chiny też rozpychają się łokciami od dawna. To jest kolejna rzecz która już tu była, już tak jest, nihil novi.

I dodatkowo jestem skłonny usprawiedliwiać ten scenariusz bo wujek sam to jednak fachowiec jest. Chcieli obalić dyktatora? To go wzięli pod pachę i wywieźli jak worek kartofli. Straty w infrastrukturze i życiach cywilnych minimalne (zerowe?), żołnierzy na obcej ziemi góra kilkuset, czas akcji krótszy niż mój sen. Jest różnica pomiędzy skalpelem a siekierą. Trzeba natomiast oddać, że sprawa w toku, zobaczymy czy konsekwencje się nie wykipią.

I tak na koniec moja osobista ocena, skrajnie laicka i chłopskorozumowa - dąsy amerykanów i oddalanie się ich od reszty NATO są nam na rękę, bo odległy sojusznik w razie W będzie mniej zdolny i mniej chętny posyłać swoich chłopaków na śmierć, a lepszego momentu na przebudzenie Europy nie będzie. Teraz Rosja jest zajęta, nie jesteśmy bezpośrednio zagrożeni, a mamy impuls i poparcie społeczne na zbrojenia. A Europa jako całość ma aż nadto środków i zaplecza żeby z ruskimi sobie poradzić. Jedyne czego brakowało do tej pory to wola.

@KsRobag

No i ja też co do zasady się zgadzam, ale na jakie przebudzenie Europy my możemy liczyć skoro:

Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany. „Prawilne Polki”, które na TikToku namawiają do polexitu, rosnąca w siłę Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna jawnie głosząca to hasło, w Europie – AfD czy Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Za naiwną wiarą tych, którzy uważają, że we własnym narodowym sosie będzie nam lepiej, stoją ci, którzy już w Moskwie kreślą własną strefę wpływów. Całej Unii Europejskiej nie połkną, ale jeśli zdołają ją rozczłonkować będą w stanie uszczknąć coś dla siebie.

a co do tego:

I dodatkowo jestem skłonny usprawiedliwiać ten scenariusz bo wujek sam to jednak fachowiec jest. Chcieli obalić dyktatora? To go wzięli pod pachę i wywieźli jak worek kartofli. Straty w infrastrukturze i życiach cywilnych minimalne (zerowe?), żołnierzy na obcej ziemi góra kilkuset, czas akcji krótszy niż mój sen. Jest różnica pomiędzy skalpelem a siekierą.


To mamy fragment artykułu:

Z perspektywy Polski taki nowy-stary paradygmat stosunków międzynarodowych, w którym po siłę wojskową sięga się tylko dlatego, że się ją posiada, a wszelkie inne uzasadnienie działania jest wtórne wobec tego faktu, może w dłuższej perspektywie być zagrożeniem o wymiarze egzystencjalnym. Polska jest ważnym państwem Europy, ale nie jest mocarstwem. W świecie stref wpływów byłaby zmuszona do szukania patrona – a niestety rzut oka na mapę świata pokazuje, że leżymy nie po tej stronie południka 0, w której można liczyć na bezwarunkowe zainteresowanie USA. Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany.

...

Zwłaszcza gdyby – wracamy do doktryny Monroe'ego 2.0 – okazało się, że główny filar NATO uzna, iż osiągnięcie „nowej strategicznej stabilności” w relacjach z Rosją jest ważniejsze niż dbanie o dobre samopoczucie mieszkańców Warszawy, Wilna, Rygi czy Tallina.

@Fly_agaric ...yyy tak, przeczytałem ten artykuł, wiem co jest w środku. Nie zgadzam się natomiast z interpretacją, nie uważam tej amerykańskiej interwencji za coś nowego/przełomowego/innego niż dotychczas.

Zaloguj się aby komentować