@KsRobag
No i ja też co do zasady się zgadzam, ale na jakie przebudzenie Europy my możemy liczyć skoro:
Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany. „Prawilne Polki”, które na TikToku namawiają do polexitu, rosnąca w siłę Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna jawnie głosząca to hasło, w Europie – AfD czy Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Za naiwną wiarą tych, którzy uważają, że we własnym narodowym sosie będzie nam lepiej, stoją ci, którzy już w Moskwie kreślą własną strefę wpływów. Całej Unii Europejskiej nie połkną, ale jeśli zdołają ją rozczłonkować będą w stanie uszczknąć coś dla siebie.
a co do tego:
I dodatkowo jestem skłonny usprawiedliwiać ten scenariusz bo wujek sam to jednak fachowiec jest. Chcieli obalić dyktatora? To go wzięli pod pachę i wywieźli jak worek kartofli. Straty w infrastrukturze i życiach cywilnych minimalne (zerowe?), żołnierzy na obcej ziemi góra kilkuset, czas akcji krótszy niż mój sen. Jest różnica pomiędzy skalpelem a siekierą.
To mamy fragment artykułu:
Z perspektywy Polski taki nowy-stary paradygmat stosunków międzynarodowych, w którym po siłę wojskową sięga się tylko dlatego, że się ją posiada, a wszelkie inne uzasadnienie działania jest wtórne wobec tego faktu, może w dłuższej perspektywie być zagrożeniem o wymiarze egzystencjalnym. Polska jest ważnym państwem Europy, ale nie jest mocarstwem. W świecie stref wpływów byłaby zmuszona do szukania patrona – a niestety rzut oka na mapę świata pokazuje, że leżymy nie po tej stronie południka 0, w której można liczyć na bezwarunkowe zainteresowanie USA. Naszym atutem jest oczywiście obecność w NATO i Unii Europejskiej – większych strukturach, które na razie chronią nas przed imperialnymi zakusami Rosji. Ale na naszych oczach widać, że ten drugi filar naszego bezpieczeństwa jest podkopywany.
...
Zwłaszcza gdyby – wracamy do doktryny Monroe'ego 2.0 – okazało się, że główny filar NATO uzna, iż osiągnięcie „nowej strategicznej stabilności” w relacjach z Rosją jest ważniejsze niż dbanie o dobre samopoczucie mieszkańców Warszawy, Wilna, Rygi czy Tallina.