#telegram #serwisyspolecznosciowe #prywatnosc
Z okazji obrzydliwego aresztowania Pawła Durowa przypomniała mi się moda na alternatywne media społecznościowe "bez cenzury", które powstawały w latach 2010-2020.
Cenzura == zło to znane motto dla ludzi z poglądami libright, ale jak przychodzi do wdrażania ideałów w życie, pojawiają się problemy.
Wyobraź sobie, że tworzysz nową społeczność, z prywatnością i bez cenzury i zaczynasz się reklamować. Kto jako pierwszy będzie napływał? Ludzie prześladowani i wyganiani z innych społeczności: czyli (neo)naziści (źle), fani nielegalnych substancji (gorzej) i otwarci pedofile (najgorzej xD), dopiero później do powstałego bagienka może zawitają foliarze i nerdy-fanatycy prywatności.
No nie, nie tak miało być. Więc zaczyna się jakaś cenzura i z automatu serwis bez cenzury zamienia się najwyżej na serwis z mniejszą/inną cenzurą. Okno tego, co można, a co nie, zaczyna się przesuwać, pamiętam jak Gab zbanował loli, bo to pedofilia, mimo iż hentaice tego typu to nie jest zamach na dobro dzieci, a raczej zamach na rigcz co najwyżej. Rożnica między nowym a starą konkurencją zaczyna się sprowadzać głównie do tego, że na nowym medium nikogo nie ma, i serwis powoli umiera.
