Taka sytuacja...
Kontaktuje się ze mną znajomy, że ma kilka kart pamięci MicroSD do sprzedania w super cenie i może bym był zainteresowany, bo jesteś tym całym influencerem, he he...
Pytam, co to za karty i skąd je ma.
Mówi, że Sony o pojemności 1024 GB! i na licytacji wygrał, ale wszystko jest legit na 100% – Taa, jasne, pomyślałem. No i chce 100 zł za sztukę, a że ma ich 10, to możemy się dogadać, jak wezmę wszystkie.
Moje robaczki, takich kart ani żadnych innych nie kupuje się na aukcjach internetowych, bo na 99,99% są podróbkami. Tylko zakup w dobrym sklepie, markecie lub ze strony danego producenta. Do tego jedna karta o takiej pojemności w dzisiejszych powalonych czasach kosztuje w granicach 1300 zł.
Patrzę na te opakowania i mówię prawdę, że to podróbki i z całą pewnością nie są oryginalne. Brak loga producenta na pudełku, tylko na samej karcie jest, ale takie kiepskiej jakości. Po drugie nie ma uja, że ta pojemność jest prawdziwa.
Niestety, ale zostałeś oszukany.
Typ się obruszył i stwierdził, że tak mówię, bo chcę z ceny bardziej zejść, a on nie jest głupi i jak nie wirze to niech jedną wsadzę do komputera i "przeskakuje" - cokolwiek to znaczy.
Mówię, że tego do komputera nie włożę, bo kto wie co na tej karcie jeszcze jest.
Powtarzam mu raz jeszcze, że to się na śmietnik nadaje i tyle.
Stwierdził, że skoro on został oszukany, to nie może być stratny i sprzeda komu innemu.
Wystawił na lokalnej grupie i poszło
#takasytuacja