Tak się zastanawiam do jakiego punktu zmierza Moskowia bo na pewno nie do niczego dobrego. Chyba nie ma na świecie drugiego takiego mocarstwa które wyzbyło się całkowicie swojego "soft power". Kto chce sie uczyć moskiewskiego języka? Kto chciałby tam pojechać w celach turystycznych? Nawet pracować tam strach (obcokrajowcy dostają wezwania mobilizacyjne). Kto marzy o takim sojuszniku albo kopiuje cokolwiek co tam się wymyśliło zaawansowanego w dowolnej dziedzinie? Zastanawiam się też kto by chciał tam zainwestować cokolwiek bez ryzyka nacjonalizacji majątku (rabunku) albo najzwyklejszej kradzieży intelektualnej (oficjalnie zalegalizowane piractwo). Jak wycenić ten anty PR jaki im putleryzm "wykupił" to nie mam pojęcia ale to na pewno setki mld $. I ta cena wciąż rośnie i będzie rosła nawet jakby jakimś cudem Fjutin wycofał się z tej nonsensownej wojny. Każde mocarstwo ma jakąś pulę strategicznych błędów jakie może popełnić bez konsekwencji. I Rzeczpospolita długo pracowała by ją wyczerpać aż upadła. Zastanawiam się czy Moskowia też już przekroczyła ten Rubikon co wprost twierdzi Filip Dąb-Mirowski w swojej świetnej analizie którą polecam wszystkim którzy jeszcze jej nie znają. Gra toczy się nie tylko o wynik wojny ale o przyszłość tego "Imperium Dziadów" (lubię to określenie) które ma szansę w końcu zdechnąć z ulgą dla siebie i świata.

